BRANIE ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA SWOJE ŻYCIE

Najważniejszą wartością w całym moim życiu była wolność. Całe życie uwalniałem się z kolejnych ograniczeń, wierzeń i restrykcji, aby stawać się co raz bardziej wolnym i niezależnym. Większość mojego życia podążałem za swoimi zainteresowaniami i upodobaniami, bez żadnych kompromisów, nieważne co ludzie o tym myśleli, czy było do grzeczne, czy skandaliczne. Robiłem rzeczy wbrew oczekiwaniom mojej rodziny, nauczycieli w szkole, nauk kościoła i norm społecznych. Stopniowo usuwałem wszystkie rzeczy ze swojego życia, które przeszkadzały mi w drodze do mojej wolności i niezależności. Takie życie prawdziwego pirata. Nie raz słyszałem od wielu osób, że nie mogę robić wszystkiego co mi się podoba, bo nie żyję sam tylko wśród ludzi, że jestem egoistą itd… Nie podobało się to wielu osobom, były czasami różne „zgrzyty”, ale na koniec jeżeli czegoś nie zrobiłem według swoich upodobań po prostu źle się czułem.
Jedną z najtrudniejszych rzeczy z jakich musiałem się zmierzyć, poza szkołą, religią, rodziną i rozwodem było państwo, w którym żyję… prawo, urzędy, przymusowe podatki, kontrole, policja.
Płacenie podatków, chodzenie do urzędów, dostawanie mandatów za złe parkowanie powodowało we mnie ogromne poczucie zniewolenia, opór, a jednocześnie niemoc i strach, że nic nie da się z tym zrobić i czekająca na mnie kara jeżeli nie będę posłuszny. Obywatel traktowany jest jak niewolnik, który musi być karany, bity i kontrolowany. A urzędy i inne instytucje chcą tylko kontroli i pieniędzy. Wysyłają urzędowe listy z groźbami i karami za nieposłuszeństwo.
Przez wiele lat niestety bałem się tego, unikałem kontaktu z urzędami i skrupulatnie wypełniałem wszystkie obowiązki.
Przez lata żyłem w konflikcie ze sobą i czułem się uwięziony. Wydawało mi się, że jestem w miarę wolnym człowiekiem. Mogę mieć odmienne poglądy na życie, jeść co chce, pracować gdzie chce, robić co chce, ale ucieczka od państwa wydawała mi się nierealna i jestem zwyczajnie jego niewolnikiem. I byłem.
W pewnym momencie miałem już tego naprawdę dosyć, wszystkich moich obowiązków, sterty papierów, faktur, tłumaczenia się urzędnikom, księgowym, druki, podpisy i pieczątki…
Chwilę później moja firma zbankrutowała, bo bank wypowiedział mi z dnia na dzień linie kredytową i straciłem płynność finansową. Z jednej strony byłem wkurzony, a z drugiej poczułem wielką ulgę, że mogę się tego całego dziadostwa pozbyć!
Przestałem odbierać i czytać listy. Zmieniłem numer telefonu. Ludzie przestali się mną interesować jak nie dostawali ode mnie pieniędzy. Przez prawie dwa lata nie zaglądałem do poczty, do listów i nawet nie pamiętam, czego te sprawy dotyczyły.
Przez ten czas, przez kilka przeprowadzek pogubiłem dokumenty firmowe, pieczątki. Nie pamiętam haseł do kont bankowych, do domen i serwerów, na których trzymałem dane firmowe. Serwery i domeny powygasały wraz z danymi.
Z tego powodu przez długi czas czułem się jak ofiara i miałem głębokie poczucie winy, aby coś z tym zrobić.
Nie mogłem nawet kiwnąć palcem, żeby się tym zająć, bo miałem tak wielki wewnętrzny opór.
Obwiniałem rząd, polityków, prawo, banki i oczywiście siebie za całą tą sytuację.
Zadałem sobie pytanie „O co chodzi?”. Ludzie ciężko pracują, płacą podatki, aby utrzymywać rząd, który ich później kara, zmusza i szantażuje. Ludzie to utrzymują i dają temu energię. To nic innego jak czysty masochizm.
Wtedy sobie uświadomiłem, że kraj, w którym żyję nie jest niczym innym jak odbiciem przekonań masowej świadomości.
Politycy, którzy rządzą są odbiciem tego co ludzie myślą. Karanie, wzbudzanie poczucia winy, straszenie przez instytucje jest niczym innym jak manifestacją masowej świadomości ofiary i kata.
Uświadomiłem sobie, że nie ma żadnych zewnętrznych sił, teorii spiskowych przeciwko mnie. Jestem wolny.
To czego unikam to jest to co sobie sam stworzyłem mając świadomość ofiary.
Jestem tak wspaniałym twórcą swojego życia, że stworzyłem sobie nawet bagno, z którego ciężko wyjść.
Kiedy uświadomiłem sobie, że to ja wszystko stworzyłem, a nie ktoś inny pociąga za sznurki, wziąłem pełną odpowiedzialność za siebie, za swoje kreacje, za swoje życie. Przestałem trwać w bezruchu.
Wzięcie pełnej odpowiedzialności za swoje życie jest prawdziwą wolnością, suwerennością.
Koniec bycia ofiarą i obwiniania innych za swój ciężki los. Koniec proszenia boga o pomoc.
Będąc poza grą ofiary i kata, władzy nasze otoczenie zmienia się, a my stajemy się niewidzialni dla tych, którzy kontynuują te gry.
Kiedy bierzemy całkowitą odpowiedzialność za siebie, odłączamy się od systemu. Nie możemy na nikogo zrzucić już swojej odpowiedzialności. Łatwiej jest jednak ludziom oddać swoją wolność, niż wziąć pełną odpowiedzialność za siebie. Ludzie wolą być kontrolowani i ograniczani. Łatwo jest oddać odpowiedzialność za siebie bogu, państwu, albo firmie, w której się pracuje. Jest to wygodne ufać komuś tylko nie sobie.
Za tą dobroć i przysługę płacimy podatki.

I tak to jest…

Hubert

ETAPY dotarcia do PRAWDY

ETAPY PRAWDY

Zauważyłam, że nie jesteśmy gotowi na całkowitą prawdę o samym sobie. Wiele razy prawda nie ukazywała mi się wprost, tylko etapami, stopniowo. Za każdym razem, kiedy przechodziłam kolejny etap w samopoznaniu, pojawiało się zrozumienie i całościowy wgląd w daną sytuację. Często bywało tak, że wiedziałam, że umysł tego nie ogarnie i dopiero wtedy, gdy odpuszczałam i szłam dalej z wewnętrzną nadzieją, że gdzieś tam kiedyś przyjdzie do mnie zrozumienie, o co naprawdę chodzi, po jakimś czasie ukazywała mi się jasna odpowiedź.

Tak niesamowicie sprytnie to sobie kreujemy dla siebie. Wiem, że wcześniej nie byłam gotowa na informacje, które teraz jestem w stanie ogarnąć i gdyby mi ktoś z zewnątrz opowiedział o wszystkim, co teraz wiem i doświadczam to nie udźwignęłabym tego. Dlatego nie warto nikomu nic tłumaczyć na siłę i kogokolwiek zmieniać czy edukować, wbrew naturalnym procesom. Kiedy widzisz coś dziwnego i niedziałającego w drugiej osobie i nawet jej o tym powiesz, to ona i tak nie usłyszy, jeśli nie będzie na to gotowa.  Dlatego pomaganie na siłę nie ma sensu.

Weźmy np. miłość bezwarunkową. Kiedy nie jest się na nią gotowym, jest ona niewyobrażalna. Pozornie wydaje nam się to możliwe, ale w praktyce nie wychodzi. Jak kochać kogoś i móc z nim być, nie wiążąc go jednocześnie, ani siebie. Nie mając nad tym związkiem żadnej kontroli, żadnych oczekiwań, a jednocześnie cieszyć się miłością i trwać w niej bezwarunkowo.  Kiedyś to była rzecz nie do zrobienia, teraz jest moją codziennością.

Pamiętam jak podczas medytacji zobaczyłam przyszłość moją i Huberta na zupełnie oddzielnych widzeniach. Zastanawiałam się jak to jest, że mając taką piękną bliskość i zrozumienie jesteśmy w przyszłości zupełnie gdzie indziej. Ja lecę do dzieci w miłości z jakąś publikacją, a Hubert jest na drugim końcu świata i naucza ludzi, jako guru. Wtedy nie widziałam całości, to było tylko czucie tego, jakie to będzie. Nie umiałam w sobie odkodować tego czucia, było jakieś obce. Dopiero w Toskanii zrozumiałam całość. Kiedy całkowicie odpuściłam kontrole nad drugim człowiekiem i dałam sobie wolność, zobaczyłam prawdziwe przeznaczenie Huberta.  Odczytałam to nowe czucie i ukazały się szczegóły, które teoretycznie znałam, ale dopiero teraz udało mi się je rozszyfrować. Zobaczyłam piękną całość, na którą wcześniej nie byłam gotowa.

I tak wiele razy się działo. Nie rozumiałam czegoś to odkładałam to w mojej głowie na później. Kiedy przechodziłam dalej w drabince świadomości, przychodziło kolejne zrozumienie, a potem następne. I tak nauczyłam się ufać sobie bezgranicznie, nawet, jeśli czegoś zupełnie nie rozumiem. Po prostu przywalam na niewiedzenie i na odkrycie tego w późniejszym czasie, kiedy już będę gotowa. I ta gotowość zawsze nadchodzi, stale się rozszerza. Zamiast słuchać głowy podążam za swoim czuciem i to mnie jeszcze nigdy nie zawiodło.

To jest droga, która pozwala na bardzo dogłębne podążanie za czuciem, bardzo często wbrew logice. Jest wiele warstw prawd, więc pozwalanie sobie na kolejną i kolejną i jeszcze głębszą, oraz na i ….

Jest otwarciem się na kolejny wzrost.

I tak to jest.

AN

Od braku motywacji, bezsensowności do życia w pasji

Moje życie oczyściło się ze wszystkiego, co do niedawna było moją codziennością.
Nie mam kontaktu z dawnymi przyjaciółmi, nie mam dawnych spraw i obowiązków, które wypełniały mi czas każdego dnia. Nie mam już świadomości ofiary, nie walczę, ani nie zmagam się z życiem. Nie boję się problemów, ani nie robią już na mnie takiego wrażenia jak kiedyś. Wszystko co przychodzi jakikolwiek strach, problem, niewygodna sytuacja za chwilę się rozpływa i już prawie tego nie ma, poza głębokim wiedzeniem, mądrością i wdzięcznością za daną sytuację. Nie mam specjalnie obowiązków i mam mnóstwo wolnego czasu tylko dla siebie Nie mam motywacji, aby angażować się w jakiekolwiek ludzkie sprawy. Nie muszę czuć się dowartościowany przez innych. Nie potrzebuję przyciągać uwagi innych ludzi. Nikt nie musi mnie lubić, kochać, ani ja nikogo. Nie muszę ratować świata ani pomagać innym, ani niczego nikomu udowadniać. Nie ma w moim życiu dramatów, którymi mógłbym żyć. Brak potrzeby walki o władzę, dominację, uznanie, potrzeby stawania się kimś wartościowym i cenionym. Nie mam motywacji do życia, którą kierują się inni ludzie.

Wiele razy doświadczałem tej pustki, nudy i utraty motywacji do życia. Bo po co żyć wszystkim tym, co nie ma już dla nas znaczenia?
Nuda codzienności i ciągle powtarzające się te same sprawy. Kompleta utrata pasji i zainteresowań, rzeczy, którymi kiedyś żyłem i cieszyłem się. Wszystko teraz zniknęło i zapadło się głęboko pod ziemię.
Zawsze wiedziałem, że jest coś więcej, niż to co widzimy oczami i możemy dotknąć rękami. Zawsze byłem tego pewien i czułem to głęboko w sobie. Taka iskierka, która zawsze świeciła i nie pozwalała mi zrezygnować z tej wielkiej podróży jakim jest życie na ziemi.
„Dobrze, ale co robisz, człowieku? Byłeś na spacerze, na basenie, na masażu, spałeś wiele godzin, co do diabła robisz? Co ta twoja duchowość oznacza, że ​​zestarzejesz się w lesie, albo umrzesz w saunie? Przecież ty nic nie robisz.”
Tak. Przez długi czas obwiniałem się za to, że nie zrobiłem nic ważnego dla świata, a w zasadzie porzuciłem moje wielkie wspaniałe życie i stałem się leniwym nieudacznikiem, który dorobił sobie do tego duchową historie.
Spędzanie wielu dni w samotności bez obowiązków i celu prowadzi umysł do szaleństwa.
Przez wiele dni czułem się winny, miałem niską samoocenę, byłem niesamowicie znudzony nic nie robieniem. Unikałem ludzi, ponieważ nie miałem za bardzo o czy z nimi rozmawiać.Nie byłem szczególnie zainteresowany codziennymi sprawami i problemami przeciętnych ludzi.Nie interesuje mnie co dzieje się w polityce, w sporcie, jak zarobić duże pieniądze, albo jaki wziąć kredyt na mieszkanie. Życie stało się szare, monotonne i nudne.

Będąc głęboko w tym stanie zadałem sobie pytanie: „Nie mam motywacji do życia, jaki jest cel mojego życia, dlaczego jestem tak znudzony”?

Wtedy zdałem sobie sprawę, że nudzę się ludzkim życiem w wymiarze fizycznym i mentalnym w masowej świadomości.
A moje życie w tych wymiarach było bez znaczenia, bez osiągania celów, wyzwań i trudów.
W tym momencie znów poczułem moją świadomość. Moje mistrzostwo.
Zacząłem odczuwać przyjemne ciepło otoczenia, życie znów stało się przyjazne i nabrało kolorów.
Znowu przypomniałem sobie, co to znaczy czuć i być naprawdę zmysłowym, czuć głębokie połączenie ze wszystkim i wszystkimi.
Zdałem sobie sprawę, jak bardzo zmieniła się moja rzeczywistość, wymiar i sposób, w jaki postrzegam tę rzeczywistość.
Zrozumiałem, jak zmieniam wymiary i rzeczywistości. I to, że nie jestem więźniem tej jednej nudnej rzeczywistości, a jedynie dotarłem do jej granic.

FIZYCZNY
W najniższym wymiarze fizycznym odczuwamy oddzielenie, dualizm, ponieważ porównujemy wszystko do naszego fizycznego ciała. Odbieramy rzeczywistość tylko wtedy, gdy możemy dostrzec ją ludzkimi zmysłami. Wszystko wydaje się być solidne i trwałe, ma dużą grawitację. Jest to najbardziej ograniczony wymiar. Wszystko dzieje się tu powoli.

MENTALNY, WYMIAR MYŚLI
W kolejnym wyższym wymiarze możemy używać MYŚLI, aby wyobrażać sobie rzeczy, które nie istnieją fizycznie. Możemy je tworzyć za pomocą myśli i wyobraźni. Jesteśmy również pod wpływem myśli innych i programowania masowej świadomości. To wspaniały wymiar, dopóki nie jesteśmy jego więźniami. W tym wymiarze mamy cele, motywacje, działania, logikę i problemy do rozwiązywania. Żyjąc w tym wymiarze, naszą główną motywacją jest przetrwanie, zaspokajanie podstawowych potrzeb życiowych (jedzenie, seks, spanie), współzawodnictwo, zdobywanie przewagi nad innymi… władza, pieniądze, siła.
Z powodu problemów, które sobie stworzyliśmy, cierpimy i próbujemy walczyć z nimi poprzez nałogi, choroby i obwinianie innych. W tym wymiarze wydaje nam się, że wszystko jest przeciwko nam lub poza nami. Czujemy się oddzieleni od wszystkiego, czego pragniemy. Czekamy na lepsze czasy, łut szczęścia, albo czekamy aż ktoś za nas coś zrobi, albo jak jesteśmy już bardzo zdesperowani to modlimy się do boga i czekamy na pomoc aniołów. Wszystko wydaje się być poza nami i że nie mamy wpływu na to co się dzieje w naszym życiu, bo jest to zależne od czynników zewnętrznych, ale nie od nas samych. Oddajemy swoją kontrolę, władzę nad życiem innym.
Nasz umysł i emocje (fizyczne reakcje waszego ciała na myśli) mogą fałszować wszystko, nasze oświecenie, duchowość, boga, miłość i nasze „wyższe wymiary” oraz głębokie duchowe stany. W tej rzeczywistości ludzie zajmują się codziennymi problemami i szukają logicznych rozwiązań.

ŚWIADOMOŚĆ
W kolejnym wymiarze królują UCZUCIA. Wykorzystując wyobraźnię, zaczynamy otwierać się na CZUCIE. Nie potrzebujemy rozumieć uczuć.Uczucia to uczucia. Jak opisać miłość, albo czerwony kolor? Czujemy wszystko. Bycie świadomym, uważnym to odczuwanie.
Wszystko co jesteśmy w stanie poczuć, możemy bardzo szybko zamanifestować w fizycznym wymiarze.
Ponieważ uczucia są dla umysłu niezrozumiałe, to nie musimy go używać. Czyż to niewspaniałe? Nie potrzeba myśleć i używać umysłu? Będąc głęboko w wymiarze umysłu, wydaje nam się jednak, że myśli są najważniejsze, że nawet jak dotkniemy świadomości to i tak jest nam potrzebny umysł. Ale na szczęście to tylko iluzja.Uczucia nadpisują myśli, emocje i logikę. Wszystko, co możemy zrobić, aby móc manifestować w tym wymiarze to PRZYZWALANIE.
PRZYZWALANIE bez oczekiwań, złudzeń i analiz.

Jest to znaczne uproszczenie. Istnieją dalsze wymiary, ale nie ma to znaczenia. Ponieważ większość ludzi jest uwięziona między drugim, a trzecim wymiarem.

Wiele razy znajdowałem się w świadomości i odczułem głębokie połączenie ze wszystkim, ale nieoczekiwana sytuacja, dawny problem, trauma i wracałem z powrotem do mentalnego więzienia, zapominając co to jest świadomość.
Umysł wie, czym jest świadomość, ale to, co umysł nazywa świadomością, jest tylko iluzją świadomości.Umysł może oszukiwać, naśladować i udawać świadomość! Umysł może udawać miłość, a nawet szczęście. Możemy przeczytać 1000 książek o duchowości, ale jak ich nie doświadczymy poza umysłem to będzie to zwyczajna iluzja, kolejne informacje. To jest prawdziwe duchowe więzienie.

Cholera, ile razy tam wracałem! Aż się denerwuję, gdy o tym piszę.
Poczuj swoją świadomość, oddychaj swoją świadomością. Nie czytaj o tym, ani nie analizuj. Poczuj swoją obfitość, miłość. Nie czytaj o tym i nie próbuj pracować nad tym, analizować, ani wysilać się. Poczuj to. Oddychaj tym.Przyzwalaj na to. I to wszystko.
To jest tak absurdalnie proste, że aż nie chce się wierzyć! Ale mistrzostwo jest prostotą. Kompleksowość, złożoność, skomplikowanie, trud jest nienaturalne, jest zniekształceniem.

W wymiarze świadomości nie ma ludzkiej MOTYWACJI do podejmowania działań do osiągania celów i rozwiązywania problemów.
Pojawia się INSPIRACJA, pasja. Gdy masz inspirację, twoje życie zaczyna płynąć. Jesteś w ciągłym przepływie.
Nie ma planowania, martwienia się i zastanawiania się, co dalej. Świecisz swoim światłem, świadomością, boskością i to przyciąga wszystko, czego potrzebujesz w danej chwili, omijając pracę umysłu. W tym stanie, twoje ludzkie problemy, ograniczone cele, niskie potrzeby są zastąpione na życie twoim najwyższym potencjałem, boską pasją, wolą, przeznaczeniem.
Jeśli czujesz się znudzony, oznacza to, że przenosisz się do wyższych wymiarów. Stan nudy, zmęczenia i braku motywacji jest czymś naturalnym.

I tak to jest…

Hubert