Miasto śmierci

Shaumbra

Urodziłam się w Oświęcimiu mieście holokaustu, mieście gdzie ludzie pokazali innym ludziom jak bardzo brakuje im miłości do siebie i do bliźniego. W mieście w którym życie ludzkie znaczyło tyle co mydło, które można wyprodukować z ciała człowieka. Urodziłam się w mieście światła OŚWIĘCIM – OŚWIECENIE, w mieście światła, które upomniało się o swoją ciemność. I na tym wszystkim, na wszystkich doświadczeniach historii tego miejsca, staję Ja. Nie bez przyczyny Ja. 

Nazwa miasta Oświęcim ma trzy legendy, które o tym opowiadają. Jedna z nich to Ksiądz, który wchodząc do tunelu został oświecony światłem. Druga opowiada o tym samym księdzu, który zobaczył w ciemnym tunelu świętych i krzyknął – O święci! A trzecia dotyczy oświecenia tego księdza, który w ciemności rozbłysł światłem świadomości. 

Największe światło przyciąga największą ciemność, czy zdajecie sobie z tego sprawę? Można też ująć to odwrotnie, swoje największe światło można zobaczyć dopiero w ciemnym tunelu, tam gdzie nie dociera już nic. Jest tylko ciemność i my. Tam, można odnaleźć największe skarby dla siebie, trzeba tylko się na to odważyć. Dlaczego skarby? Bo nie potrafimy ich dostrzec w życiu codziennym, widzimy tylko wierzchołki góry, nie podejrzewając, że za mgłą kryje się lita skała, zrośnięta z nami. 

Kiedy przyzwolimy, żeby ciemność otuliła nas swoją nocą, zostajemy sami. Doznajemy największych lęków, i na dobrą sprawę, dopiero wtedy możemy je dostrzec w całości. W dzień nikt się nie boi ciemności. W najczarniejszą noc przychodzą do nas najgorsze scenariusze życia i śmierci, nas samych i naszych rodzin, przyjaciół, znajomych i wrogów. Przychodzi zazdrość, pycha, przychodzi strach o byt, jednym słowem zgnilizna. Ale kiedy przyzwolimy na jej dostrzeżenie, na jej wyłonienie się, na które do tej pory nie mieliśmy ochoty – O! Wtedy się dopiero dzieje! 

Możecie mówić NIE – mnie to nie dotyczy. Ale TAK, każdy ma w sobie tyle samo światła co ciemności. Każdy z nas jest człowiekiem, żyje w zbiorowej świadomości i ma podobne lęki, nosi w sobie ciemność. Przyzwolić na to żeby się przejawiła w całej swej okazałości i przyjąć ją, to prawdziwa droga do oświecenia. 

Swojego czasu wymyśliłam kontrowersyjny napis na bawełniane torby, który brzmiał – I LOVE OŚWIĘCIM. Wtedy myślałam, że chodzi mi o miasto, które przecież kocham. Ale jest w tym o wiele więcej. To co wydarzyło się w Auschwitz dotknęło głębi ciemności, ciemności która zawsze była, zawsze jest i zawsze będzie w każdym człowieku. I szczerze przyznam, że kocham tą ciemność, a dokładnie to, że się przejawiła dla mnie w tak bliskim otoczeniu, że mogłam dorastać w jej sąsiedztwie. Czuć jej oddech na plecach. Nauczyła mnie obcować z ciemnością, przyzwolić na nią, nie odwracać wzroku, a czasem nawet z niej żartować. 

Nie zrozumcie mnie źle, nie oceniam tego, co tam się stało, choć mogłabym bez problemu. Dla mojej duszy najważniejsze jest to, co przyniosło to mi, Ani mieszkającej kilkaset metrów obok. Ani która, gdziekolwiek pojechała i powiedziała skąd jest, siała zamęt i niedowierzanie. Jak to jest mieszkać w Oświęcimiu pytali zewsząd, robiąc wielkie oczy. Kiedyś odpowiadałam, że normalnie, tak jak w innym mieście. Ale nie, teraz widzę wszystko o wiele głębiej, o wiele świadomiej, teraz czuję różnicę. 

Mieszkam w mieście, które prorokowało oświecenie. Tak bardzo świeciło, że przyciągnęło największą ciemność. Teraz ja mogłam tą ciemność pokochać, pokochać wszystkie historie ofiar i katów. Bez oceniania. Pozwoliłam sobie na pokochanie ciemności i to rozbłysło czystym światłem miłości. Jestem tu i teraz. Jestem tym kim jestem. Jestem miłością. 

Jestem w dobrym miejscu i wszystko jest dobrze w całym stworzeniu, wystarczy tylko to zrozumieć. 

 

AN