Pozwól rozkwitać!

Kiedyś jak coś przychodziło do mnie, coś miłego, coś co mnie zaskakiwało i dawało radość, chciałem to jak najdłużej zatrzymać przy sobie, schować i zabezpieczyć. Miałem oczekiwania jak to będzie i co z tym zrobić… zaczynałem rozmyślać i wdawać się w gry mojego umysłu. Zastanawiałem się jak udoskonalić moją kreację, potencjał, jak to powielić… co zrobić, aby zawsze tak było?
Później przychodziły lęki, wątpliwości, brak zaufania do siebie i wszystkie inne ludzkie problemy.
To był moment kiedy cała kreacja zatrzymywała się i nie chciała iść dalej. Robiło się szaro i buro. Groźnie i bez radości, która witała na chwilę. Wtedy próbowałem i starałem się, żeby powrócić do stanu, który był wcześniej. Im więcej próbowałem, tym wszystko było jeszcze bardziej schrzanione. Im więcej starań, tym gorsze rezultaty. Dochodziło do momentu, gdzie miałem już naprawdę wszystkiego dosyć i poddawałem się.
Porzucałem wszystko i usuwałem się na bok ze wszystkimi moimi pragnieniami i oczekiwaniami.
Moment prawdziwego poddania się był punktem zwrotnym, gdzie wszystko ponownie wracało do życia i zaczynało zachwycać jak nigdy.
Wtedy po raz kolejny zaczynałem powielać swój schemat twórczy! Próba kontroli, zarządzania, zabezpieczania i rozmyślania nad tym co się wydarzyło. Znów wszystko chrzaniło się.
I tak tysiące razy!
Po latach starań, wysiłków dotarłem wreszcie do mądrości, z którą chciałbym się z Wami dzisiaj podzielić!

Pozwól rozkwitać!

Wspaniała kreacja, potencjał przyszedł do Ciebie, jesteś zachwycony. Nieoczekiwany prezent, radość.
Zapraszasz to do swojego życia. Przyglądasz się temu i pozwalasz rozkwitać, rozwijać się w swoim naturalnym tempie. Jak to widzisz pozwalasz temu, aby jeszcze bardziej się rozwinęło i ukazało swoje piękno.
Nie ma potrzeby kontrolowania. To wszystko dzieje się naturalnie i bezwysiłkowo.
Pozwalasz, aby kwiat rozkwitał, dawał owoce i ukazywał kolejne potencjały i kwiaty. Każdy z nich zachwyca i rodzi kolejne. I tak w nieskończoność, bez ograniczeń! Ty trwasz w zachwycie i cieszysz się ze swoich kreacji, które są wolne, piękne i żyją swoim życiem! Podziwiasz swój ogród kreacji, który jest wolny od ograniczeń ludzkiego pojmowania. To jest prawdziwe tworzenie, pełne zachwytu i radości!

…i tak to jest!

~Hubert

Przepływ Energii

JA Jestem centrum stworzenia
Wszystko przepływa przeze mnie

TO JA przyciągam energię
JESTEM w mojej świątyni
Moja świątynia jest odłączona od wpływów masowej świadomości
To moja bezpieczna przestrzeń, mój prawdziwy dom i moje energie

Kiedy mam problemy, po prostu pozwalam energii płynąć i ona sama się harmonizuje
Świadomość czegoś daje przepływ energii
Gdzie jest świadomość, tam jest życie
Gdzie jest życie, tam jest przepływ energii

„Problemy” to nic innego jak blokady energii, które stworzył umysł, który nie widzi innych rozwiązań niż te, które znał do tej pory.

Pozwól odejść wszystkiemu, co ci nie służy, nie myśl o rozwiązaniach problemów.
Niech to wszystko odejdzie na dobre. Pozwól sobie być „pustym”.
Jeśli to zrobisz, odblokujesz energię.
Nie martw się o utratę wszystkiego. Wszystko, czego potrzebujesz, wróci do Ciebie w dużo lepszej formie.
Bycie „pustym” robi przestrzeń dla nowych rzeczy. Nie możesz mieć trochę „starego” i trochę „nowego”.
Musisz pozwolić odejść wszystkiemu i otworzyć się na całkowicie nowe potencjały. Na rzeczy lepsze niż jesteś sobie w stanie wyobrazić.

Wątpliwości, obawy, brak zaufania, zatrzymuje przepływ.
Czasami umysł może być zdezorientowany, ponieważ nie rozumie przepływu energii i jej działania.

W Przepływie energii życie jest naturalne i bezwysiłkowe.
Kiedy próbujesz nadmiernie rozwiązać jakiś problem swoim umysłem to zatrzymuje to naturalny przepływ energii.
Bądź świadomy, rozszerz swoją świadomość na problem, który chcesz rozwiązać i pozwól energii płynąć ponownie.

Człowiek jest pokryty warstwami masowej świadomości, wątpliwościami, lękami, programowaniem i hipnozą.
To zatrzymuje życie, przepływ energii.
Kiedy otwieramy się coraz bardziej, czujemy coraz więcej, to może to być dla nas przytłaczające.
Możemy z łatwością zostać wciągnięci w energie innych lub gry naszych aspektów.
Więc jeśli nie jesteśmy współczujący dla siebie, dla innych i dla wszystkiego, co odczuwamy
to możemy cierpieć jeszcze bardziej niż ludzie całkowicie nieświadomi, zamknięci i nieczujący.
To często powoduje nasze zamknięcie na czuciowość i pozazmysłowość ponieważ nie chcemy cierpieć i widzieć zbyt wiele.

Tak więc, przyjmując rzeczy takimi, jakie są, bez oceniania, patrzenie na rzeczy z neutralnością daje przepływ energii i nie blokuje jej.

Bądźcie w centrum, bądźcie świadomi, bądźcie współczujący i pozwólcie energii płynąć i służyć wam, bez oczekiwań.
Niech energia sama się równoważy, nie kontrolujcie jej ani nie manipulujcie ją.

To takie proste i takie piękne żyć w przepływie!

Strach przed samym sobą

Przez długi okres mojego życia bałem się być sobą! Bałem się swojej mądrości… Całe życie starałem się być miły dla innych i umniejszałem siebie, żeby pasować do społeczeństwa. Bałem się być sobą, bo bałem się, że będę nieakceptowany. Brak akceptacji oznaczał brak miłości do siebie. Szukałem miłości do siebie na zewnątrz – potwierdzeń. Jak pasowałem do społeczeństwa to znaczy, że inni mnie akceptują i mogę siebie pokochać. Jeżeli moje myślenie, mądrość, wiedza wykraczała poza granice przeciętnego człowieka to udawałem głupka, robiłem śmieszne rzeczy, tylko po to, żeby się ukryć. Moje poczucie humoru i wesołość była przykrywką przed ukazaniem siebie w całości, w byciu transparentnym. Jak uświadomiłem sobie, że to co trzymam w sobię to mój największy skarb, diament, unikalność, którą mogę się dzielić z innymi i że nie potrzebuję niczyjej akceptacji z zewnątrz. I to że mogę kochać siebie bezwarunkowo, to że nie potrzebuję żadnych potwierdzeń z zewnętrznego świata, od innych ludzi. Wtedy ujrzałem swoją wspaniałość, wielkość, godność, poczucie własnej wartości.

Zobaczyłem również te same piękno w innych ludziach i w pełni ich zaakcpetowałem takimi jakimi są, bez osądzania. Bez porównywania ich do siebie i to, że są dokładnie tam gdzie powinni być. Nie chcę ich już zmieniać. Czułem wielką miłość, wdzięczność do wszystkich ludzi, głęboką radość i lekkość istnienia.

Dziecinnie nie proste!

Ujrzałem ostatnio swoje wewnętrzne dziecko i widzę je teraz w każdym człowieku.
Nigdy nie rozumiałem tego konceptu „wewnętrznego dziecka”, bo przecież jestem „dorosły” i poważny, więc jak mogę być dzieckiem. Mój umysł kompletnie to wyparł.
Najbardziej traumatycznym przeżyciem jest przyjście na ziemie.
Urodzenie się w tej ograniczonej rzeczywistości. Głębokie poczucie strachu, lęku, zagubienia, szukania drogi do wyjścia, czy dobrze się zrobiło i czy się stąd w ogóle wydostaniemy. Czy ktoś nam pomoże? Ciągłe poszukiwanie siebie, drogi do wyjścia z tej ograniczonej rzeczywistości, ludzkiego życia. Głęboko wiemy, że jesteśmy czymś więcej, ale nie widzimy tego. Powoduje to ogromny dyskomfort, niepewność, brak kontroli i zaufania sobie.
Tak zachowuje się przestraszone, zlęknione dziecko.
Jak te dziecko zrozumie, że jest zlęknione i jest to niepotrzebne, zaufa swojej głębi, swojemu wiedzeniu, które zawsze go prowadziło to uspokaja się i zasypia. Ufa, przyzwala i niczego już nie oczekuje.
Dziecko jak już się nie boi, zaczyna marzyć, radować się, odczuwać pasje i chęć tworzenia, czuje prawdziwe życie, które przepływa w każdej chwili.
Dorosły człowiek dalej jest też dzieckiem, tylko, że schowany pod przykrywką ego, masowej świadomości i często nieświadomy już tego, że jest również dzieckiem…. bo przecież jest dorosły, więc jak może być dzieckiem!
Dzieci wspaniale przypominają nam, kim my jesteśmy pierwotnie pod tą całą twardą skorupą dorosłości.
Skoro nie ma się czego bać, nie ma przed kim uciekać, to nic tylko się bawić i odczuwać radość życia, radość dzieka!


Hubert

BRANIE ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA SWOJE ŻYCIE

Najważniejszą wartością w całym moim życiu była wolność. Całe życie uwalniałem się z kolejnych ograniczeń, wierzeń i restrykcji, aby stawać się co raz bardziej wolnym i niezależnym. Większość mojego życia podążałem za swoimi zainteresowaniami i upodobaniami, bez żadnych kompromisów, nieważne co ludzie o tym myśleli, czy było do grzeczne, czy skandaliczne. Robiłem rzeczy wbrew oczekiwaniom mojej rodziny, nauczycieli w szkole, nauk kościoła i norm społecznych. Stopniowo usuwałem wszystkie rzeczy ze swojego życia, które przeszkadzały mi w drodze do mojej wolności i niezależności. Takie życie prawdziwego pirata. Nie raz słyszałem od wielu osób, że nie mogę robić wszystkiego co mi się podoba, bo nie żyję sam tylko wśród ludzi, że jestem egoistą itd… Nie podobało się to wielu osobom, były czasami różne „zgrzyty”, ale na koniec jeżeli czegoś nie zrobiłem według swoich upodobań po prostu źle się czułem.
Jedną z najtrudniejszych rzeczy z jakich musiałem się zmierzyć, poza szkołą, religią, rodziną i rozwodem było państwo, w którym żyję… prawo, urzędy, przymusowe podatki, kontrole, policja.
Płacenie podatków, chodzenie do urzędów, dostawanie mandatów za złe parkowanie powodowało we mnie ogromne poczucie zniewolenia, opór, a jednocześnie niemoc i strach, że nic nie da się z tym zrobić i czekająca na mnie kara jeżeli nie będę posłuszny. Obywatel traktowany jest jak niewolnik, który musi być karany, bity i kontrolowany. A urzędy i inne instytucje chcą tylko kontroli i pieniędzy. Wysyłają urzędowe listy z groźbami i karami za nieposłuszeństwo.
Przez wiele lat niestety bałem się tego, unikałem kontaktu z urzędami i skrupulatnie wypełniałem wszystkie obowiązki.
Przez lata żyłem w konflikcie ze sobą i czułem się uwięziony. Wydawało mi się, że jestem w miarę wolnym człowiekiem. Mogę mieć odmienne poglądy na życie, jeść co chce, pracować gdzie chce, robić co chce, ale ucieczka od państwa wydawała mi się nierealna i jestem zwyczajnie jego niewolnikiem. I byłem.
W pewnym momencie miałem już tego naprawdę dosyć, wszystkich moich obowiązków, sterty papierów, faktur, tłumaczenia się urzędnikom, księgowym, druki, podpisy i pieczątki…
Chwilę później moja firma zbankrutowała, bo bank wypowiedział mi z dnia na dzień linie kredytową i straciłem płynność finansową. Z jednej strony byłem wkurzony, a z drugiej poczułem wielką ulgę, że mogę się tego całego dziadostwa pozbyć!
Przestałem odbierać i czytać listy. Zmieniłem numer telefonu. Ludzie przestali się mną interesować jak nie dostawali ode mnie pieniędzy. Przez prawie dwa lata nie zaglądałem do poczty, do listów i nawet nie pamiętam, czego te sprawy dotyczyły.
Przez ten czas, przez kilka przeprowadzek pogubiłem dokumenty firmowe, pieczątki. Nie pamiętam haseł do kont bankowych, do domen i serwerów, na których trzymałem dane firmowe. Serwery i domeny powygasały wraz z danymi.
Z tego powodu przez długi czas czułem się jak ofiara i miałem głębokie poczucie winy, aby coś z tym zrobić.
Nie mogłem nawet kiwnąć palcem, żeby się tym zająć, bo miałem tak wielki wewnętrzny opór.
Obwiniałem rząd, polityków, prawo, banki i oczywiście siebie za całą tą sytuację.
Zadałem sobie pytanie „O co chodzi?”. Ludzie ciężko pracują, płacą podatki, aby utrzymywać rząd, który ich później kara, zmusza i szantażuje. Ludzie to utrzymują i dają temu energię. To nic innego jak czysty masochizm.
Wtedy sobie uświadomiłem, że kraj, w którym żyję nie jest niczym innym jak odbiciem przekonań masowej świadomości.
Politycy, którzy rządzą są odbiciem tego co ludzie myślą. Karanie, wzbudzanie poczucia winy, straszenie przez instytucje jest niczym innym jak manifestacją masowej świadomości ofiary i kata.
Uświadomiłem sobie, że nie ma żadnych zewnętrznych sił, teorii spiskowych przeciwko mnie. Jestem wolny.
To czego unikam to jest to co sobie sam stworzyłem mając świadomość ofiary.
Jestem tak wspaniałym twórcą swojego życia, że stworzyłem sobie nawet bagno, z którego ciężko wyjść.
Kiedy uświadomiłem sobie, że to ja wszystko stworzyłem, a nie ktoś inny pociąga za sznurki, wziąłem pełną odpowiedzialność za siebie, za swoje kreacje, za swoje życie. Przestałem trwać w bezruchu.
Wzięcie pełnej odpowiedzialności za swoje życie jest prawdziwą wolnością, suwerennością.
Koniec bycia ofiarą i obwiniania innych za swój ciężki los. Koniec proszenia boga o pomoc.
Będąc poza grą ofiary i kata, władzy nasze otoczenie zmienia się, a my stajemy się niewidzialni dla tych, którzy kontynuują te gry.
Kiedy bierzemy całkowitą odpowiedzialność za siebie, odłączamy się od systemu. Nie możemy na nikogo zrzucić już swojej odpowiedzialności. Łatwiej jest jednak ludziom oddać swoją wolność, niż wziąć pełną odpowiedzialność za siebie. Ludzie wolą być kontrolowani i ograniczani. Łatwo jest oddać odpowiedzialność za siebie bogu, państwu, albo firmie, w której się pracuje. Jest to wygodne ufać komuś tylko nie sobie.
Za tą dobroć i przysługę płacimy podatki.

I tak to jest…

Hubert