Ostatnia Komunia

Najwyższy czas zerwać z utożsamianiem się z grupą. Owszem, do tej pory zawsze żyliśmy w grupie, to dodawało nam siły i dodawało blichtru, ale koniec z tym. Teraz zaczynamy erę samego siebie i to jest wielka, wielka zmiana.

Kobiety nie muszą się już utożsamiać z kobietami, mężczyźni z mężczyznami, pracownicy z pracą, mistrzowie z mistrzami.

Kiedyś siła była w kręgu, nieważne czy to rodziny, czy wspólnoty. Chrześcijanie czcili i czczą ten krąg, jednocząc się – spożywając komunię, opłatek, ciało Chrystusa. Ten stan bycia, czucia się czymś dużo większym, bycia częścią wielkiego planu przestaje nas już obowiązywać. Kiedy człowiek w pełni rozwinie miłość do siebie, świeci własnym światłem. Nie musi już nikomu imponować, nie musi odbijać się w innych, wystarczy mu on sam, jego energia i ona może być teraz dużo większa i rozleglejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

Starożytne rytuały też dążyły do zjednoczenia energii, aby rosła, była silniejsza, ale dosyć tego. Energia jest wszędzie i to my decydujemy, na jak wiele jej przyzwolimy w swoim ciele, jak wiele do nas przypłynie. Pierwszy raz od wielu, wielu wcieleń możemy zostawić nasze Anioły, naszych przewodników, naszych guru i ruszyć w siebie, tam gdzie jesteśmy największym mistrzem, tam gdzie nikt nam nie powie co mamy robić, bo tylko my to możemy wiedzieć, bo tylko my jesteśmy nami. My wybieramy, my mamy wszystko, my jesteśmy suwerenni i sami, bez niczyjej pomocy możemy iść własną drogą jak jeszcze nigdy nikt. Możemy słuchać siebie, zbierać synchroniczności i wypełniać najlepsze dla nas potencjały i to jest prawdziwa wolność, być suwerennym.

To czas jednostek, ich pasji, ich światła. Krąg przestaje istnieć, spełnił już wszystkie swoje role, wszystkie zadania i teraz idziemy sami. Jesteśmy wszystkim i wszystkimi.

Jesteśmy całym kręgiem. I to jest wielkie.

*Komunia – emocjonalne utożsamienie się ze zbiorowością, z otoczeniem.

(zdj. ze strony manorhouse.pl)

Godność

Wraz z napływem świadomości pojawia się godność. Słowo trochę zakurzone, mało używane we współczesnym świecie, które idealnie odwzorowuje stan w jakim teraz jestem. Godność bycia tym kim się jest i płynąca z tego energia.

Kiedy łapie nas przeszłość i przyszłość, jesteśmy dla umysłu tylko małym człowieczkiem, mrówką, która nic nie może. Kiedy patrzymy na tę samą mrówkę przez pryzmat świadomości, każdy człowiek staje się kwiatem, unikalnym i rozwiniętym, pełnym kolorów. Każdy doświadcza swojej kreacji w pełni i nie ważne dla świadomości, czy robi to cierpiąc czy ciesząc się z życia. Każdy jest tak samo piękny, doskonały i dobry, robiąc wszystko tak jak robi. To jego wolność, jego droga i każda z nich jest tak samo godna.

Nie ma znaczenia czy ktoś jest oprawcą, czy jest ofiarą, bo tak naprawdę, każdy oprawca potrzebuje ofiary, a każda ofiara oprawcy. Nie ma lepszych i gorszych w tej grze. Razem tworzą doskonałą przeciwwagę i jeśli tylko naprawdę w głębi duszy poczują, że już im to nie służy, mogą wyjść z tej gry i stanąć gdzieś obok. Uwolnić się, ale tylko wtedy gdy tak wybiorą. Stają się Panem swojego życia. Przestają obwiniać innych. Biorą pełną odpowiedzialność za siebie.

Instynkt człowieka w zbiorowej świadomości.

Większość z nas ciągle odgrywa te stare schematy, raz jesteśmy oprawcami, raz ofiarami i tak w kółko, w nieskończoność. Uwielbiamy obwiniać samych siebie i innych. Odbieramy rany, wylizujemy się z nich, atakujemy innych, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy, nawet jeśli wydaje nam się, że robimy to z miłości – to i tak jest to ciągle ta sama gra – gra ofiary i oprawcy, na którą się codziennie zgadzamy.

Uświadamiając sobie to, bierzemy w końcu odpowiedzialność za swoje życie. Sami ustalamy dla siebie, czy chcemy grać, czy nie chcemy. Wtedy, całkowicie zmienia się rzeczywistość. Nie tylko w teraz i w przyszłości, ale przede wszystkim w przeszłości. Wszystkie nasze ckliwe historie przestają być czyjąś winą. Teraz już wiemy, że to była tylko dynamika energii, która miała się dla nas przejawić, żeby nas czegoś nauczyć, żebyśmy zrozumieli, jak to było być ofiarą i jak to było być oprawcą. Każdy z nas sam to dla siebie wybrał i NIKT NIE JEST WINNY.

Najbardziej zaskakującą cechą mistrzów jest lekkość bycia. Lekkość wszystkich historii, które przejawiły się w ich życiu i przejawiają w życiu innych ludzi. Mistrzowie nie płaczą z rozpaczy, bo świadomość, nie pozwala im obwiniać, ani innych, ani siebie. Wszystkie historie stają się obrazkami z filmu, można się z nich śmiać, bez lęku o swoją przyszłość i przyszłość innych. Rozumiecie jak wielkie to jest? Świat bez winnych. Życie w niesamowitej lekkości bytu, który zamiast ściągać cię w dół, ciągle utrzymuje cię w stanie TU i TERAZ. Mistrz widzi więcej, czuje więcej, a jednocześnie go to nie przytłacza, jest wolny od osądów, bo wie, jak każdy potrzebuje każdego, kto się przejawia w jego życiu.

Kiedy to się dzieje, kiedy przestajemy obwiniać, pojawia się niesamowita głębia we wszystkich naszych poczynaniach. Widzimy we wszystkim mądrość i wielkość. Z tego spływa na nas nasza niekończąca się godność, która jest bardzo zauważalna. Godność bycia sobą, we wszystkich przejawach siebie, jako mistrz i jako człowiek. Godność z przyjścia na ziemię i odegrania tych wszystkich ról z przeszłości. Godność sięgająca daleko i w każdą stronę bycia.

Prawdziwa godność z bycia mistrzem.

AN

O pieniądzach i energii przyciągania

Kiedyś byłam bardzo oszczędna i przedsiębiorcza. Kiedy Mama puściła mnie pierwszy raz samą na kolonię, połowę kieszonkowego przywiozłam do domu, a zamiast wydawać na wakacjach, to jeszcze  zarabiałam. W pokoju kolonijnym urządziłam płatny salon piękności, otwarty przed każdą dyskoteką. Fama o tym szybko się rozeszła i wychowawcy z impetem zamknęli mój pierwszy dziecięcy biznes.

I tak to trwało przez większość mojego życia – oszczędna i przedsiębiorcza. Zawsze miałam odłożone pieniądze w skarbonce, żeby było na gorszy czas. Kiedyś ten gorszy czas nastąpił i wtedy z pomocą rodziców prawie wszystko zainwestowałam w swój kreatywny biznes.  Ale to zupełnie nieważne.

Całe życie dorastałam w przeświadczeniu, że na luksus trzeba ciężko pracować. Na szczęście nigdy nie zdecydowałam się na długi i wyczerpujący etat, ale zawsze łapałam jakieś dorywcze prace i wychodziłam na swoje. Żyłam po swojemu,  ale ciągle coś mi w tej sytuacji dokuczało.  Choć często podróżowałam po Europie, to najlepiej w 5 osób, żeby było taniej i pod namiotem, żeby za dużo nie wydać na spanie. Taka już byłam, ale pewnego dnia przestało mi to już odpowiadać.

Obok siebie widziałam Huberta, który zazwyczaj wybierał najlepszy hotel, jak już zarabiał to konkretnie, jak już jechał gdzieś, to nie żałował swoich pieniędzy na dogadzanie sobie. Wiedziałam już wtedy, że jesteśmy kreatorami życia, ale jakoś ciężko przychodziło mi puszczenie  lęku przed ich całkowitą utratą. W kobiecym umyśle pojawia się też motyw przewodni mężczyzny, który zarabia na kobietę i daje jej to bezpieczeństwo założenia rodziny, stworzenia ogniska domowego i życia w dostatku bez potrzeby zawracania sobie głowy zarabianiem. ALE TO ILUZJA, JUŻ TO PRZERABIAŁAM dźwięczało mi w głowie. Wybieram wolność, wybieram suwerenność – manifestowałam w myślach. To był pewien proces, kiedy zaczęłam kochać siebie, przywalałam na coraz większe podarunki dla siebie, wydawałam coraz więcej na swoje kaprysy i cieszyłam się z tego. Trwałam w tej radości i to rozszerzało moją jeszcze większą chęć do spędzania czasu w dostatku dla samej siebie. Przyciągało energię.

Kiedy zobaczyłam duchowy kurs AHMYO na Hawajach podczas comiesięcznej transmisji Shoudu, doznałam prawdziwego przełomu. Zawsze chciałam jechać na Hawaje, a teraz ktoś ogłasza kurs z najbardziej otwartymi ludźmi, jakich można sobie wyobrazić, w najpiękniejszym miejscu na ziemi, w luksusowej willi z widokiem na morze. I dodatkowo, są jeszcze miejsca. Postanowiłam rozbić całą skarbonkę, wydać naprawdę dużo pieniędzy, zaszaleć jak prawdziwy mistrz, którym jestem. Miałam na kocie ponad 10 tys. i wiedziałam, że TU I TERAZ nic by mnie bardziej nie ucieszyło, niż ten kurs.

Było mi łatwo, bo po tych mniejszych próbach, z dogadzaniem sobie,  zauważyłam jak energia do mnie wraca. Kiedy z miłością i radością decydowałam się na wydanie większej sumy pieniędzy na siebie, ktoś przychodził i dawał mi zarobek. Sprawdziłam to dwa razy na nieco mniejszych sumach i zawsze działało. Więc i tym razem całkowicie zaufałam nowej energii. Zabookowałam sobie miejsce i z niesamowitą miłością i wdzięcznością przelałam pierwszą transzę. Nie interesowało mnie jak te pieniądze do mnie wrócą, nie zajmowałam się tym w ogóle. Cieszyłam się z kolejnego wyjazdu duchowego i uśmiechałam do nadchodzących dni.

Kilka dni później Hubertowi zachciało się mieć samochód. Chciał sprzedać kryptowaluty, z których obrotu obecnie żyje, a ja miałam na koncie wspomniane 10 tys., które umożliwiało mi drogę na Hawaje. Usiedliśmy razem i powiedział, że szkoda mu oddać je komuś nieznajomemu, więc kupiłam je od niego. Kiedyś bym się bała, ale teraz to ja jestem kreatorem, ja decyduję, ja działam w nowej energii. Dałam mu 10 tys., a on założył mi konto i przepisał te kryptowaluty na mnie. Dzień później kurs zaczął spadać i pomyślałam, kurczę, a co będzie, jeśli stracę te pieniądze i nie będę miała na Hawaje? Mistrzowska świadomość mi odpowiedziała – Przyjdą inną drogą, energia do ciebie wróci.

Kilka dni później umówiłam się na spotkanie ze znanym kreatorem z UK, który ma swój autorski program w telewizji. Przyszedł do mojego sklepu po kartony – wiadomo, że nie przypadkowo, bo przypadki nie istnieją. Wydałam mu przed kamerami te kartony, a on zachwycony moimi kreacjami w sklepie zaproponował mi lukratywną współpracę. Powiedział, że dwa lata czekał na kogoś takiego jak ja i w końcu znalazł. Ucieszyłam się, bo projekt, do którego mnie wciągnął głównie opiera się na tworzeniu z dziećmi, a to jest coś,co naprawdę lubię robić. Kiedy tworzę rękami przychodzi do mnie GNOST. Zarobki miesięczne przekraczają kwotę, którą wydam na Hawaje, a pracy wcale nie jest dużo. I jest to coś, co naprawdę mnie cieszy.

Ale to nie koniec.

W firmie zbliżał się termin zapłacenia FV za prowadzenie sklepu internetowego za kolejny rok. W tamtym roku po zniżce, dostaliśmy fakturę na 950zł, więc i w tym jak przyszła FV na 1050zł poprosiłam o zniżkę. W przeciągu godziny sprzedawca z firmy, która się tym zajmuje zadecydował, że dostanę rabat ze względu na relatywnie niską sprzedaż, w porównaniu do innych znanych mu firm i wysłała mi FV na 400zł netto. W przeciągu godziny zarobiłam ponad 500zł. Jaki mistrz, taka zniżka – pomyślałam. Następnego dnia szłam do szkoły, odebrać syna z zajęć. W drodze pomyślałam, że nie znam nikogo, kto miałby taką wyobraźnię jak ja. Nie słyszałam o nikim takim jak ja, z głową pełną kreacji, mającą w rękawie tyle różnych barwnych historii do opowiedzenia. (Tylko ja wiem co mam w głowie, więc tu wybaczcie pozorne przechwalanie się.) Poczułam prawdziwą miłość do tego kim jestem. W tym momencie zadzwonił telefon. Kilka tygodni temu kupiłam laptopa przez internet, wysłali mi zły kolor, więc go odesłałam z powrotem z żądaniem zwrotu środków. Pieniądze szły ponad miesiąc na moje konto. Pan dzwonił z przeprosinami i zaproponował, że wyśle mi rekompensatę w wysokości 15% ceny mojego laptopa. Grzecznie się zgodziłam i 5 minut później wysłał mi potwierdzenie przelewu z bardzo miłym mailem. Zamiast 100% zwrotu za niezakupionego laptopa, dostałam 115%.  Bardzo przyjemnie.

Pomyślicie może – zbieg wielu okoliczności, ale ja nazywam to miłością do siebie i zaufaniem w swoje kreacje. Kurs na kryptowalutach w magiczny sposób ciągle rośnie, a nowe sytuacje zdarzają się każdego dnia. Dlatego pojutrze wylatuję do Włoch w okolice przepięknej Toskanii. Jadę spotkać się z Shaumbrą i jadę spotkać się sama ze sobą. Daję sobie kolejny prezent i przyzwalam na więcej.

 

AN

Godz. 13:13

Kto powiedział, że będzie łatwo?

Moje życie nie jest usłane różami, tak jak wiele osób sobie wyobraża. Wszystko nie idzie jak z płatka i nie pojawia się samo z siebie. Tworząc w nowej energii owszem, tak to właśnie wygląda, ale nie wszystko jest jeszcze nowe.

To ja człowiek i mistrz ciągle wspólnie  kreujemy dla siebie.

Nie oświecam się w komfortowych warunkach. Nie spędzam 40 dni na pustyni w odosobnieniu, kiedy tego potrzebuję. Nadal jestem człowiekiem, mam człowiecze sprawy codzienne, mam syna, mam swój kreatywny biznes. Mam uczniów i przyjaciół i nieznajomych z którymi ciągle się stykam. Wiele rzeczy się dzieje  w moim życiu, jest ono w ciągłym ruchu. Tak wybrałam. To jest moja dystrakcja.

W tej drodze duszy, do wszystkiego trzeba dojść samemu, można czuć pomoc  innych, pomoc aniołów, przewodników, duchów, ale w ostatecznej rozgrywce idziesz sam i albo przyzwolisz na to albo nigdy nie dojdziesz do tych świetlistych drzwi.

Wiedząc o tym nie można już zwalać winy na innych, nie można zazdrościć że oni mieli łatwiej, bo nie mieli. Tak samo wszystko dochodziło do nich etapami a co poniektórzy, tak jak ja, robili to będąc matką, będąc córką, będąc kochaną i kochając. Niektórzy w międzyczasie wpadli w choroby , a inni nie, ale każdy musiał zjeść te same czekoladki, nawet jeśli nie wszystkie smakowały jak sukces. Każdy z nas kreuje samodzielnie swoje życie i wszystko co do niego przychodzi, nikt inny nie jest za to odpowiedzialny. To wszystko TY. To wszystko JA.

Przyzwalajcie! To jedyna droga małych człowieczych turbulencji. Jedyna droga względnego spokoju, ale pamiętajcie, wybierając oświecanie, wybieracie drogę miłości samego siebie i nikt nie mówił że to jest łatwe.  Na pewno odważne, na pewno zachwycające i godne. Ale nie proste. Chyba, że tak wybierzesz.

AN