Miasto śmierci

Shaumbra

Urodziłam się w Oświęcimiu mieście holokaustu, mieście gdzie ludzie pokazali innym ludziom jak bardzo brakuje im miłości do siebie i do bliźniego. W mieście w którym życie ludzkie znaczyło tyle co mydło, które można wyprodukować z ciała człowieka. Urodziłam się w mieście światła OŚWIĘCIM – OŚWIECENIE, w mieście światła, które upomniało się o swoją ciemność. I na tym wszystkim, na wszystkich doświadczeniach historii tego miejsca, staję Ja. Nie bez przyczyny Ja. 

Nazwa miasta Oświęcim ma trzy legendy, które o tym opowiadają. Jedna z nich to Ksiądz, który wchodząc do tunelu został oświecony światłem. Druga opowiada o tym samym księdzu, który zobaczył w ciemnym tunelu świętych i krzyknął – O święci! A trzecia dotyczy oświecenia tego księdza, który w ciemności rozbłysł światłem świadomości. 

Największe światło przyciąga największą ciemność, czy zdajecie sobie z tego sprawę? Można też ująć to odwrotnie, swoje największe światło można zobaczyć dopiero w ciemnym tunelu, tam gdzie nie dociera już nic. Jest tylko ciemność i my. Tam, można odnaleźć największe skarby dla siebie, trzeba tylko się na to odważyć. Dlaczego skarby? Bo nie potrafimy ich dostrzec w życiu codziennym, widzimy tylko wierzchołki góry, nie podejrzewając, że za mgłą kryje się lita skała, zrośnięta z nami. 

Kiedy przyzwolimy, żeby ciemność otuliła nas swoją nocą, zostajemy sami. Doznajemy największych lęków, i na dobrą sprawę, dopiero wtedy możemy je dostrzec w całości. W dzień nikt się nie boi ciemności. W najczarniejszą noc przychodzą do nas najgorsze scenariusze życia i śmierci, nas samych i naszych rodzin, przyjaciół, znajomych i wrogów. Przychodzi zazdrość, pycha, przychodzi strach o byt, jednym słowem zgnilizna. Ale kiedy przyzwolimy na jej dostrzeżenie, na jej wyłonienie się, na które do tej pory nie mieliśmy ochoty – O! Wtedy się dopiero dzieje! 

Możecie mówić NIE – mnie to nie dotyczy. Ale TAK, każdy ma w sobie tyle samo światła co ciemności. Każdy z nas jest człowiekiem, żyje w zbiorowej świadomości i ma podobne lęki, nosi w sobie ciemność. Przyzwolić na to żeby się przejawiła w całej swej okazałości i przyjąć ją, to prawdziwa droga do oświecenia. 

Swojego czasu wymyśliłam kontrowersyjny napis na bawełniane torby, który brzmiał – I LOVE OŚWIĘCIM. Wtedy myślałam, że chodzi mi o miasto, które przecież kocham. Ale jest w tym o wiele więcej. To co wydarzyło się w Auschwitz dotknęło głębi ciemności, ciemności która zawsze była, zawsze jest i zawsze będzie w każdym człowieku. I szczerze przyznam, że kocham tą ciemność, a dokładnie to, że się przejawiła dla mnie w tak bliskim otoczeniu, że mogłam dorastać w jej sąsiedztwie. Czuć jej oddech na plecach. Nauczyła mnie obcować z ciemnością, przyzwolić na nią, nie odwracać wzroku, a czasem nawet z niej żartować. 

Nie zrozumcie mnie źle, nie oceniam tego, co tam się stało, choć mogłabym bez problemu. Dla mojej duszy najważniejsze jest to, co przyniosło to mi, Ani mieszkającej kilkaset metrów obok. Ani która, gdziekolwiek pojechała i powiedziała skąd jest, siała zamęt i niedowierzanie. Jak to jest mieszkać w Oświęcimiu pytali zewsząd, robiąc wielkie oczy. Kiedyś odpowiadałam, że normalnie, tak jak w innym mieście. Ale nie, teraz widzę wszystko o wiele głębiej, o wiele świadomiej, teraz czuję różnicę. 

Mieszkam w mieście, które prorokowało oświecenie. Tak bardzo świeciło, że przyciągnęło największą ciemność. Teraz ja mogłam tą ciemność pokochać, pokochać wszystkie historie ofiar i katów. Bez oceniania. Pozwoliłam sobie na pokochanie ciemności i to rozbłysło czystym światłem miłości. Jestem tu i teraz. Jestem tym kim jestem. Jestem miłością. 

Jestem w dobrym miejscu i wszystko jest dobrze w całym stworzeniu, wystarczy tylko to zrozumieć. 

 

AN

Notatki z Hawajów

17.04.2018 – Kona, Hawaii – Ahmyo live

Jestem gotowa. Z takim podejściem weszłam w kolejną merabhę prowadzoną przez Adamusa. Nawet już nie do końca pamiętam o czym opowiadała. Czułam, że moje ciało jest gotowe na całkowite odejście. Podsunęłam nawet rękę do siedzącego obok Huberta z myślą że jak będzie mnie trzymał to moja dusza nie odejdzie. Ale potem pomyślałam to ja jestem kreatorem swojego życia. Powiedziałam więc do siebie – nie umrę, wybrałam życie w ciele, jako moje przeznaczenie. Wybrałam wcielone oświecenie i to mnie trochę zamknęło, jakby ktoś przymknął mi drzwi z energią. W tych półprzymkniętych drzwiach doświadczyłam bardzo głębokiej medytacji. Weszłam w siebie i swoją energię. Czułam kim jestem i co się dzieje, czułam jak wypełnia mnie energia, jak wyciąga mnie do góry. Nastąpił przepływ, poddałam się mu tak jak wpada się w rwącą rzekę. Zaczęłam widzieć obrazy, jak to często doświadczam w stanach głębokiej medytacji. Widziałam wodę, z której wylatywała para i nagle poczułam jak wypełnia mnie energia. Wtargnęła w moje ciało z ciepłym ruchem powietrza. Ta energia była boska, ciepła i bliska. Rozświetlająca i ogromna. Widziałam czuciem swoje ciało świetliste, widziałam jak wypełnia mnie złote światło. To był przepiękny stan, taki w którym możesz trwać przez wieczność. Miła świetlistość, bliska jak matka trwająca przy łóżku. Kiedy merabh się skończył bardzo powoli i niechętnie wracałam. Wracałam jak wraca się z podwórka do odrabiania zadań. Powoli. Moja głowa przestała się unosić, ale ciągle czułam światło w sobie. Wróciłam do ciała, zaczęłam nim poruszać, jakbym musiała się wprawić z powrotem.  

To był koniec tego dnia z Adamusem, ale moje ciało wraz tą nową falą energii ciągle się unosiło. Czułam jakby ktoś mnie nadmuchał energią i tak zostawił. Kiedy wstałam, czułam się najdziwniej w moim życiu. Ciało nie było ciężkie, tak jak zawsze i czułam się w nim trochę obco. Co było najdziwniejsze – urosłam. Autentycznie czułam się większa i dużo wyższa. I to nie tam kilka centymetrów tylko z pół metra wyższa. Patrzyłam na wszystkich w oszołomieniu, oni byli na dole, ja jakby byłam wyżej, patrzyłam na nich z góry. Trochę to przypominało jakbym zamieniła się w wielkoluda. Tak się czułam. Ponieważ to wszystko było oszałamiająco dziwne nie poszliśmy na obiad z wszystkimi. Postanowiliśmy z Hubertem przejść się pieszo, gdzieś, gdziekolwiek. Szłam więc taka urośnięta gdzieś w duł autostrady i czułam się jak półbóg albo bogini. Wyższa od wszystkich ludzi, poważna, w przepływie. To było najdziwniejsze uczucie jakie kiedykolwiek przeżyłam. Kiedy wróciliśmy do pokoju hotelowego ten stan nadal się utrzymywał – stan jakby nadmuchania, zmienionej grawitacji i podwyższenia o pół metra. Przeszło mi przez myśl, że właśnie tak się muszą czuć ludzie oświeceni. To było miłe, ale zadziwiające, więc poszłam spać, żeby sprawdzić co się stanie po przebudzeniu. Chciałam żeby wszystkie procesy przeszły w kolejne, rozpłynęły się na całe ciało. 

Kiedy się obudziłam czułam energię, ale zmienioną. Czułam wypływającą energię z moich rąk i z moich nóg i to wszystko. Stan podwyższenia ustąpił. Czułam się o wiele bardziej normalnie, tylko ta energia wypływająca z rąk i z nóg, ale to było coś co bez problemu moja głowa mogła zaakceptować.

AN

Jest wiele prawd

Zawsze byłam zbyt uparta, zbyt dumna, zbyt zawzięta. Wszystko oczywiście było takie jak wybrałam, ale w tej drodze do dotarcia do swoich lęków, wiele osób krzywdziłam swoją doskonałością jednej prawdy. Byłam jak najlepszy detektyw, który chciał udowodnić wszystkim, że jest tylko jedna prawda i to właśnie ja ją reprezentuję. Pomagała mi w tym bystrość umysłu i doskonała intuicja. Potrafiłam argumentami, a czasem podstępem zagonić ofiarę w kąt i tam udowodnić jej jak bardzo się myli. Często do granic przyzwoitości, na siłę, otwierałam przed ludźmi to czego nie chcieli widzieć. I wtedy oni pękali, rozpadali się w swoich ruinach kłamstw, a ja w głębi triumfowałam jak największy zwycięzca. Tak było. Tak się działo przez wiele lat, bo wydawało mi się wtedy, że jest tylko jedna PRAWDA na każdy temat i jej należy się trzymać.

Tak samo przede mną i po mnie wielu dyktatorów, którzy uważali tak jak ja, dowodzili swojej najwyższej prawdy, nie zważając na konsekwencje. Mogli zrujnować swoje rodziny, przyjaciół, zabić całe narody w podążając za swoją jedyną prawdą. Mogli zrujnować siebie do cna, ale i tak nie odpuszczali, bo umysł, podpowiadał im że mają RACJĘ.

Już wcześniej dostrzegłam, że to była iluzja, a najbardziej uwalniająca prawda jest właśnie ta, że istnieje wiele prawd.

Jednak teraz kiedy zaczęłam dostrzegać inne wymiary, to się zrobiło tak bardzo proste i przejrzyste.

Wyobraźmy sobie dwie siostry, jedna jest otwarta na odczuwanie, a jedna zamknięta. Mieszkają ze sobą w jednym domu, mają wspólnych rodziców, znajomych, przebywają w tej samej energii. Jedna widzi duchy i rozmawia z nimi, dla drugiej one nie istnieją. Jedna da sobie rękę uciąć, że są duchy, druga będzie szła w zaparte, że siostra jest wariatką, bo duchów nie ma. Dochodzimy do muru, dla umysłu ktoś powinien rozstrzygnąć, która siostra mówi prawdę, a która oszukuje. Jednak obie siostry mają swoją prawdę, najbardziej prawdziwą z możliwych, bo prawdziwą dla nich samych. Kreują swoje życie tak jak chcą i rzeczywiście dla jednej świat jest pełen kreacji dusz, których już nie ma, dla drugiej to zupełnie nie istnieje. Każda z nich ma swoją prawdę na ten temat i prawda każdej jest na równi prawdziwa. Nie ma tu konfliktu. Obie mówią prawdę na temat swojego świata, żaden nie jest lepszy lub gorszy. Po prostu żyją na innych wymiarach świata.

Kiedy zaczynamy się otwierać na prawdę, na siebie, na wolność i miłość, kiedy wybieramy przebudzenie naszej świadomości wszystko się dla nas zmienia. Zaczynamy wchodzić na inne wymiary świata. Przestaje on już być grą umysłu, urywamy się z podążania za zbiorową świadomością, zaczynamy odbijać wszystko od siebie. Wtedy świat się zmienia, widzimy inny jego wymiar. Nagle wszystko staje się bardziej żywe, dostrzegamy wewnętrzne piękno każdej istoty, wszystko emanuje energią. Widzimy te same rzeczy w zupełnie inny sposób niż osoby, które trwają w zbiorowej świadomości. Otwieramy się dalej i dalej, wszystko jest bardziej i głębiej, dostrzegamy piękno i miłość we wszystkim, nawet w brzydocie, w krzywdzie, w zdradzie. My się zmieniamy i świat zmienia się razem z nami, ale dla innych ten świat jest taki sam, jak na początku naszej drogi. Kiedy my wchodzimy na kolejne wymiary odczuwania świata, niektórzy nasi znajomi nie widzą tego co my. Wtedy trzeba z godnością pokłonić się wszystkim, którzy wybierają inaczej, oddać im honor za to że idą swoją własną drogą i pójść dalej, już bez nich.

Duchowość ma wiele wymiarów, tysiące. Każdy z nich otwiera nowe postrzeganie na kolejną i kolejną część naszego życia. Przechodząc dalej, wiemy już, że nie wszyscy są tacy jak my, inni mają swoje prawdy, które dla nich są tak samo prawdziwe, jak nasze prawdy. Każdy wybiera po swojemu, bo każdy jest wolny. A każdy świadomie wolny człowiek, szanuje wolność drugiego człowieka.

Dochodzimy do momentu, gdzie widzimy jak na dłoni, że jest wiele prawd. Jedni mogą nie jeść przez dwa lata czując się świetnie, inni umierają z głodu na drugiej półkuli. Jedni widzą duchy, kosmitów, rozmawiają z Aniołami, inni widzą swoją religię, w którą wierzą i która jest tak samo prawdziwa i potrafi tak samo czynić cuda. Są ludzie, którzy podróżują między wymiarami, widzą jednorożce, smoki, dla innych to się dzieje tylko w książkach fantasy. Nasza kreacja jest nieograniczona, nasze wymiary są nami, możemy łączyć się świadomością z innymi w wymiarze fizycznym, ale nasze ograniczenia z jednego wymiaru w pewnym momencie przestają nas dotyczyć. Możemy wtedy skakać między wymiarami i wybierać to, co jest dla nas najlepsze i mieć swoją własną prawdę w samopoznaniu.

Można próbować tłumaczyć światu swoją prawdę, ale jeśli ktoś się na nią nie otworzy, nigdy jej nie dostrzeże. Można widzieć smoki, ale jeśli ktoś nie dotarł do tego wymiaru,za nic ich nie zobaczy. Oczywiście istnieją sztuczki, narkotyki, zioła. Szamanie wykorzystywali je przez miliony lat, żeby wejść w inny wymiar postrzegania, tylko że po jakimś czasie te drzwi do wymiarów znikały wraz ze znikaniem narkotyku. Ciągle możemy doświadczyć ayahuaski i wejść na chwilę w inny wymiar. Tylko że w wysokiej świadomości drzwi zawsze są otwarte i każdy wymiar przechodzi przez Mistrza, jeśli ten tak wybierze. Jest to kolejna faza wolności, ale prawdziwa tylko dla tych, którzy tam doszli, dla wszystkich innych to będą bujdy na resorach. I to jest OK.

Oświecamy się dla siebie, nie dla przyjaciół i rodziny, nie dla swoich dzieci i całego świata. Nasze kreacje są dla nas. Zawsze miło otaczać się ludźmi, którzy widzą i czują to co my, ale nie za wszelką cenę. Nie za cenę przymusowego postoju. Chyba że tak wybieracie. Nasz wzrost i tak odbija się na losach świata, a to kim się stajemy jest najlepszym przykładem dla wszystkich wokół, niczego nikomu nie musimy udowadniać i to jest piękne.

To, że mamy wiele prawd jest naprawdę OK. To jest wolność, o którą zawsze nam chodziło, korzystajmy z niej z miłością, najlepiej jak potrafimy. Dla siebie, nie dla innych. Dla siebie.

I tak to jest… 🙂

AN

Jesteśmy wszystkim i wszystkimi

Ludzie zbyt mało uwagi poświęcają świętej prawdzie, że wszystko ma odzwierciedlenie w świecie duchowym.

Niesamowitym odkryciem było dla mnie dostrzeżenie świadomością, że wszystko jest połączone i kiedy mówię wszystko, to mam na myśli dosłownie wszystko.

Każdy z nas żyje w pewnym polu stałej energii, dotyka tych samych rzeczy, jeździ tym samym samochodem, ubiera się kilka razy w te same ubrania, ma ulubione przedmioty. Wszystko to co z nami współgra, tworzy nasz energetyczny obraz. Dosłownie rzecz ujmując, jeśli jedziemy umyć swój samochód do myjni, lub pierzemy górę brudnego prania, które zalegało nam w łazience, to robimy to także dla siebie, oczyszczamy się ze zbędnych śmieci codzienności, oczyszczamy naszą energię, dajemy sobie czystą kartkę na nowe pomysły, nowe doświadczenia.

Wiele razy kiedy miałam zablokowaną energię, automatycznie zaczynałam sprzątać. Wpadałam w trans czyszczenia, moje myśli gdzieś odlatywały i z każdym kolejnym posprzątanym pomieszczeniem czułam przestrzeń, jaką zrobiłam dla siebie. Szczególnie uważnie dostrzegałam to w największych zmianach w moim życiu. Zanim otworzyłam się w pełni na miłość do samej siebie, najpierw (podświadomie) zajęłam się myciem najbrudniejszej szafki w łazience. Była ona ukryta dla gości i kleiła się od różnych kosmetyków, a tych klejących pozostałości nie dało się zmyć zwykłym płynem do czyszczenia. Musiałam użyć rozpuszczalnika i pierwszy raz od czasu zamieszkania w nowym mieszkaniu, porządnie i prawdziwie wyczyściłam tą sekretną brudną szafkę. Po tym zdarzeniu energia dosłownie wypłynęła, a wraz z jej ruchem i otwarciem się na siebie przyszła miłość.

Ta sama prawda obowiązuje w relacjach międzyludzkich. Kiedy czujemy, że ktoś nam bardzo przeszkadza w towarzystwie, reprezentuje on to, z czym jeszcze mamy w SOBIE problem. Nie jest on naszym wrogiem, choć możemy trwać w tej iluzji dość długo, jest tylko reprezentantem NAS samych. Uwierzcie, że osoba zharmonizowana nie ma problemów z otaczającym ją światem i nikt jej nie denerwuje i to nie dlatego, że umie świetnie medytować, tylko dlatego, że wszystkie swoje lęki i nerwy przerobiła już wcześniej, dostrzegając tą reprezentacje siebie w innych ludziach. Mówi się, że ludzie są dla siebie lustrami, ale mało kto dostrzega, jak głęboko ten proces w nas zachodzi.

Ja już wiem, że kiedykolwiek i cokolwiek mnie wyprowadzi z równowagi, to jest to, co jeszcze we mnie siedzi. Nie można wtedy mieć do nikogo żalu o to co nam zrobił, bo Mistrz wie, że to bujdy na resorach naszego umysłu. Wszystko jest NAMI. Na szczęście, kiedy raz przerobi się dogłębnie jedną rzecz z którą ma się problem, to irytacja znika i ludzie, którzy kiedyś byli drażniący, albo znikają z życia na zawsze, albo twój rozwój zmienia cię na tyle, że przestają oni w jakikolwiek sposób cię dotykać, denerwować, wpływać na ciebie. Te zmiany są realne i można je zauważyć na najmniejszych nawet przykładach, a poźniej przełożyć je na wszystkie nasze relacje.

Kiedy raz dostrzeżemy tą dynamikę energii, będziemy mogli globalnie już później dostrzegać wszystko co się z nami dzieje w innych ludziach i w przestrzeni, która jest w okół nas. Zobaczymy na nasz porządek w domu, ilość rzeczy, które iluzorycznie są nam potrzebne w mieszkaniu, zobaczymy nasze przedmioty codziennego użytku, nasze przyjaźnie, miłości i nienawiści. Wszystko to pokaże nam na nowo obraz samego siebie w teraz.

To połączenie świadomości sprawia, że możemy czytać siebie i innych. Dosłownie, kiedy człowiek prawdziwie się na to otworzy, może poczuć drugą osobę, jej energię i zczytać ją, tak jak się widzi obraz z legendą w muzeum. To samo dotyczy wszystkich rzeczy, zwierząt, roślin. Jesteśmy połączeni wielką siatką energii, wszyscy działamy w ziemskim polu energetycznym i każdy z nas dokłada swoje. To dlatego na taką wielką skalę ludzie żyją w zbiorowej świadomości, mają podobne lęki, robią podobne rzeczy, a zwłaszcza w obszarze jednego kraju. Uczeni mówią o tym kultura, ale według mnie jest to energia jednej przestrzeni w której określeni ludzie wchodzą ze sobą w energetyczne korelacje z wyboru. Kiedy odłączamy się od zbiorowej świadomości, nie ma tożsamości narodowej, nie ma porównywania się z innymi krajami, człowiek odłącza stare i czuje się wielkim indywidualistą, wszystko robi po swojemu i z czucia, bez konieczności trwania w starej świadomości, do której był podpięty od dzieciństwa. Nie myśli już o sobie jak Polak, Anglik czy Niemiec, jest obywatelem świata.

Nie myślcie, że ta siatka energii w czymkolwiek nas więzi, ona daje tylko prawdziwy obraz świata, obraz z czucia, którego nie da się oszukać. Każdy z nas jest wolny i może robić wszystko. Każdy z nas jest energią i działa z energiami, nawet jeśli tego nie dostrzega. Warto więc włączyć na to uważność i dostrzec swoją energetyczną przestrzeń, która odbija się we wszystkim z czym mamy do czynienia. W każdym człowieku i każdej rzeczy. W wyglądzie naszego pokoju, domu i podwórka. W nowych budowlach na naszej dzielnicy i w starych problemach, które pukają do naszych drzwi. To wszystko, absolutnie wszystko co nas dotyka jest odzwierciedleniem NAS.

I jest to niesamowite.

*AN

Miłość do Siebie

 

Nic tak nie przybliża nas do samorealizacji i szczęścia jak miłość do samego siebie.

Niesamowita zamiana świadomości następuje, kiedy zaczynamy być Panem samego siebie. Porzucamy iluzję w której trwaliśmy całe życie, która mówiła że coś z zewnątrz jest nam potrzebne do szczęścia. Bo to nie jest prawda. Porzucamy iluzję, że ktoś nam coś zrobił, skrzywdził nas lub nadal krzywdzi i dlatego nie możemy być szczęśliwi. To nie jest prawda. Tak jest po prosu łatwiej, łatwiej obwiniać innych, niż wziąć odpowiedzialność za swoje kreacje. Łatwiej skarżyć się na los, żeby ktoś zwrócił na nas uwagę i dostrzegł nas przez chwilę w cierpieniu. Dał nam trochę energii. Jednak to bardzo ulotne.
Chcemy miłości, chcemy pieniędzy, wolności, podziwu, a tak naprawdę nigdy tego nie dostaniemy w pełni, jeśli nie pokochamy samego siebie. Kiedy uda się to człowiekowi osiągnąć, wszystko inne przychodzi do niego jak przyciągane magnesem, bo czuje się tego godny. Tak działa nowa energia.

 

Jak to się przejawiło w moim życiu

Najpierw zrozumiałam pełnię wszystkiego co mnie w życiu spotkało. Dostrzegłam dynamikę energii, która przejawiała się wtedy „złymi’ doświadczeniami. Zrozumiałam, że na wszystko sama pozwoliłam, wszystko sama wybrałam i moi najwięksi wrogowie okazali największą miłość do mnie, żeby dać mi niezwykłe intensywne lekcje siebie samej. Oni to zrobili z miłości, tak dogadaliśmy się zanim jeszcze moja dusza wcieliła się na ziemi. To było piękne poświęcenie pełne godności i miłości. To była nauka dla każdego z nas. Kiedy to zrozumiałam, przestałam widzieć dobro i zło. Od tego momentu wszystko co przychodziło do mojego życia było dobre, było moją i tylko moją kreacją, było zgodnie z największą prawdą budzącej się świadomości – że wszystko jest dobre w całym stworzeniu.

Kiedy uświadomiłam sobie, że mężczyzna i miłość, na którą się czeka to tylko iluzja, znowu wszystko w moim życiu się zmieniło. Cały świat stanął na głowie. Zakochałam się. Zakochałam się w sobie, zostawiając wszystko inne za sobą, poczułam się tak jak zawsze, gdy doświadczałam wielkiej miłości. Motyle w brzuchu, ogromna ilość energii, wrażenie że mogę zrobić, czy osiągnąć wszystko, bez ograniczeń. Czułam ogromną radość z przebywania tylko ze sobą i radość z robienia tego co lubię robić – ze śpiewania, tańczenia, malowania, jedzenia, tworzenia. Zaczęłam z zachwytem patrzeć w lustro, rozpieszczać siebie, kupować sobie prezenty. Ach!

Kiedyś myślałam, że ten etap mam już dawno za sobą,  etap miłości do siebie. Zawsze akceptowałam swoją niewiedzę, nawet jeśli wychodziłam na śmieszną, nigdy nie bałam się  pytać. Nigdy nie goniłam za modą, nie udawałam lepszej niż jestem, rzadko kłamałam. Jednak nie widziałam się w wielkich projektach, całkowita transparentność mnie przerażała, jak powiedzieć obcej osobie, że jest się mistrzem, że czuje się energie itd. Teraz zupełnie nie mam z tym problemu. Teraz kocham siebie bezwarunkowo. To jest piękne.

Każdy z nas jest pięknem. Ważne żeby nie szukać go wiecznie na zewnątrz, tylko dostrzec go w środku siebie i z siebie promieniować na wszystko co się dzieje wokół.

 

Jak pokochać Siebie

Aby zgłębić miłość do siebie nie szukajmy w tym co nas rozświetla i w tym co nas cieszy, bo słońce zawsze odbija światło i tworzy krajobrazy z wszystkiego co napotka na swojej drodze, szukajmy w ciemności, tam gdzie nie ma nic poza czernią, tam gdzie nie istnieje już nic poza prawdą. W ciemną noc, kiedy nie ma słońca, świeci tylko to co prawdziwe, cała reszta znika i nie istnieje.

Szukajcie swojej miłości w ciemności, tam ukryte są prawdziwe skarby, dla waszej duszy. Szukajcie miłości w nienawiści, w lękach, rozkładajcie je na czynniki pierwsze i dostrzegajcie prawdziwą istotę wszystkiego, pamiętając, że to wszystko jesteście WY. Szukajcie swojej miłości w krzywdach, które wam się przytrafiły i rozwijajcie te historie jak dywan, żeby dojść do samego końca i zrozumieć, że cały ten karmazynowy dywan to była wasza droga do swojej miłości. Kiedy rozwiniecie swoje wszystkie ciemności, kiedy zrozumiecie ich prawdziwą pierwotną przyczynę, wszystko zniknie i zostanie wam już tylko miłość. Nieznęcona przeszłością, ani przyszłością.

Miłość nie ocenia, nie można jej zgasić, nie jest zazdrosna, nie da się jej zasmucić, czy umniejszyć. Często mówiłam „kocham” w moim życiu, ale dopiero kiedy naprawdę pokochałam siebie, zrozumiałam to słowo w pełni i energię jaką niesie.

Kiedy dostrzeżemy, że wszystko co się wydarzyło w naszym życiu to byliśmy MY, nikogo się nie oskarża, akceptuje się swoją kreację i idzie się dalej. Z miłością.

 

Miłość to otwarcie

Kiedy kochamy samego siebie, następuje niesamowite otwarcie na swoje potencjały. Wszystkie nasze talenty wychodzą nagle na powierzchnię i widzimy siebie na nowo, wielowymiarowo, widząc swoje potencjały na horyzoncie. To jest piękne.

Wszystko co tworzymy jest wspaniałe dla nas i nas zachwyca, a kiedy energia zachwytu pojawia się przy kreacji, zachwyca automatycznie innych. Bez żadnych starań, bez reklamy, po prostu ludzie to czują. Czują miłość. Po to przyszli na ten świat i to ich przyciąga. Każdy chce miłości i wolności bez wyjątku. Wystarczy ją sobie dać i trwać w niej. Później dzieją się cuda wianki.

AN

* ilustracją do artykułu jest obraz Huberta Lasockiego, obraz Miłości *