Notatki z Hawajów

17.04.2018 – Kona, Hawaii – Ahmyo live

Jestem gotowa. Z takim podejściem weszłam w kolejną merabhę prowadzoną przez Adamusa. Nawet już nie do końca pamiętam o czym opowiadała. Czułam, że moje ciało jest gotowe na całkowite odejście. Podsunęłam nawet rękę do siedzącego obok Huberta z myślą że jak będzie mnie trzymał to moja dusza nie odejdzie. Ale potem pomyślałam to ja jestem kreatorem swojego życia. Powiedziałam więc do siebie – nie umrę, wybrałam życie w ciele, jako moje przeznaczenie. Wybrałam wcielone oświecenie i to mnie trochę zamknęło, jakby ktoś przymknął mi drzwi z energią. W tych półprzymkniętych drzwiach doświadczyłam bardzo głębokiej medytacji. Weszłam w siebie i swoją energię. Czułam kim jestem i co się dzieje, czułam jak wypełnia mnie energia, jak wyciąga mnie do góry. Nastąpił przepływ, poddałam się mu tak jak wpada się w rwącą rzekę. Zaczęłam widzieć obrazy, jak to często doświadczam w stanach głębokiej medytacji. Widziałam wodę, z której wylatywała para i nagle poczułam jak wypełnia mnie energia. Wtargnęła w moje ciało z ciepłym ruchem powietrza. Ta energia była boska, ciepła i bliska. Rozświetlająca i ogromna. Widziałam czuciem swoje ciało świetliste, widziałam jak wypełnia mnie złote światło. To był przepiękny stan, taki w którym możesz trwać przez wieczność. Miła świetlistość, bliska jak matka trwająca przy łóżku. Kiedy merabh się skończył bardzo powoli i niechętnie wracałam. Wracałam jak wraca się z podwórka do odrabiania zadań. Powoli. Moja głowa przestała się unosić, ale ciągle czułam światło w sobie. Wróciłam do ciała, zaczęłam nim poruszać, jakbym musiała się wprawić z powrotem.  

To był koniec tego dnia z Adamusem, ale moje ciało wraz tą nową falą energii ciągle się unosiło. Czułam jakby ktoś mnie nadmuchał energią i tak zostawił. Kiedy wstałam, czułam się najdziwniej w moim życiu. Ciało nie było ciężkie, tak jak zawsze i czułam się w nim trochę obco. Co było najdziwniejsze – urosłam. Autentycznie czułam się większa i dużo wyższa. I to nie tam kilka centymetrów tylko z pół metra wyższa. Patrzyłam na wszystkich w oszołomieniu, oni byli na dole, ja jakby byłam wyżej, patrzyłam na nich z góry. Trochę to przypominało jakbym zamieniła się w wielkoluda. Tak się czułam. Ponieważ to wszystko było oszałamiająco dziwne nie poszliśmy na obiad z wszystkimi. Postanowiliśmy z Hubertem przejść się pieszo, gdzieś, gdziekolwiek. Szłam więc taka urośnięta gdzieś w duł autostrady i czułam się jak półbóg albo bogini. Wyższa od wszystkich ludzi, poważna, w przepływie. To było najdziwniejsze uczucie jakie kiedykolwiek przeżyłam. Kiedy wróciliśmy do pokoju hotelowego ten stan nadal się utrzymywał – stan jakby nadmuchania, zmienionej grawitacji i podwyższenia o pół metra. Przeszło mi przez myśl, że właśnie tak się muszą czuć ludzie oświeceni. To było miłe, ale zadziwiające, więc poszłam spać, żeby sprawdzić co się stanie po przebudzeniu. Chciałam żeby wszystkie procesy przeszły w kolejne, rozpłynęły się na całe ciało. 

Kiedy się obudziłam czułam energię, ale zmienioną. Czułam wypływającą energię z moich rąk i z moich nóg i to wszystko. Stan podwyższenia ustąpił. Czułam się o wiele bardziej normalnie, tylko ta energia wypływająca z rąk i z nóg, ale to było coś co bez problemu moja głowa mogła zaakceptować.

AN