Żaby na mojej drodze – Wielka Symbolika Świata

Świat jest pełen symboliki, jeśli tak wybierzemy. Jedno z najważniejszych rzeczy jakich się nauczyłam przez te lata jest uważność. Umiejętność oglądania świata przez pryzmat symboli i znaków, które do mnie przemawiają. Czasem wystarczy stanąć na skrzyżowaniu, zadać pytanie i czekać na to co się wydarzy, żeby dogłębnie zrozumieć swoją sytuację. Kiedy raz zauważymy jak świat wysyła nam podpowiedzi, będziemy widzieli je już zawsze i nigdy już nie będziemy zagubieni. Bowiem „WSZYSTKO MA ODZWIERCIEDLENIE W ŚWIECIE DUCHOWYM.”

Tak było też z żabami. Wraz z Hubertem wybraliśmy się do lasu na spacer, jak często nam się zdarza. W pewnym momencie poczułam się bardzo dziwnie, jakbym weszła do innego wymiaru tego lasu. Świat wydawał się o wiele bardziej wielowarstwowy niż zawsze, w uszach usłyszałam pisk i już wiedziałam, że za chwilę wydarzy się coś istotnego.

Ku mojemu zdziwieniu na leśnej ścieżce centralnie przodem do mnie siedziała żaba i wpatrywała się we mnie. Nigdy wcześniej nie widziałam w tym lesie żab, a spędzam tam każdą wolną chwilę. Zatrzymałam się chcąc zrozumieć co świat chce mi powiedzieć. Było w tym coś bardzo istotnego. Coś co czułam i nie sposób tego wyjaśnić zwykłemu statecznemu śmiertelnikowi.

Hubert nie rozumiał mojego zainteresowania żabą i trochę podśmiechiwał się pod nosem, że czekam z uwagą na jej reakcję. Nic się nie zadziało, więc ominęłam żabę i poszłam dalej. Poczułam że nie chcę trzymać Huberta dziś za rękę i że potrzebuję pobyć w swojej suwerennej energii, więc zeszłam ze ścieżki i powoli zanurzałam się w las.

Nie wiedząc dlaczego, w pewnym momencie poczułam, że powinnam się zatrzymać. Spojrzałam na dół i zobaczyłam trzy żaby obok siebie, dosłownie pod moimi stopami. Jedna z nich prawie dotykała moich butów i zupełnie nie miała ochoty uciekać. Dwie kolejne siedziały jedna na drugiej i trwały tak bez ruchu. Zniżyłam się do nich, ale nie miały najmniejszej ochoty uciekać. Podszedł Hubert i pokazałam mu kolejne żaby, które znalazłam zupełnie nieświadomie. *

Zaczeliśmy żartować, że oznaczają wielkie przeobrażenia w drodze do mojego oświecenia. Najbliższa była grubsza niż pozostałe i w mojej głowie oznaczała „Master in Munich”, na który właśnie zdążyłam się zapisać. Hubert śmiał się, że minęliśmy na ścieżce jedną żabę, więc on szybciej się oświeci. Takie tam nasze urocze żarty. Usiedliśmy na chwilę na pieńku obok napotkanych żab i oddychaliśmy wchodząc w medytację. Po chwili z trawy wynużył się piękny i dorodny lazurowy żuk, starożytny egipski symbol oświecenia i pomyślności.

Oho, las wyraźnie chce mi coś powiedzieć – pomyślałam, problem polegał na tym, że ja nie miałam pojęcia, o co może chodzić. Gdy wracaliśmy, Hubert wpadł w znakomity nastrój. Cieszył się, że spotkał tylko jedną żabę na swojej drodze. Wyprzedził mnie i zaczął prowadzić na ścieżce. Nagle z zza drzewa wyskoczyła na drogę żaba, Hubert nie stracił dobrego humoru, policzył że dwie żaby to i tak lepiej niż trzy. Na ścieżkę wyskoczyła kolejna, a po kilku krokach kolejna i kolejna. Wydawało nam się, że to jakaś żabia plaga.

Po pięciu nowych żabach, które wręcz z nikąd wskakiwały Hubertowi na ścieżkę, wszystko się skończyło. Teraz ja wpadłam w świetny nastrój żartując z Mistrzem Hubertem na temat jego etapów, które musi przerobić jeszcze w swojej drodze do oświecenia. Nigdy więcej nie doświadczyliśmy kolejnej żabiej plagi. Wiedziałam, że jak nie rozumiem tej symboliki teraz, to muszę zostawić wyjaśnienie tego na później.

I kiedy jechałam na kurs duchowości (można tak to nazwać) do Toskanii, zrozumiałam o co chodziło z żabami. „Master in Munich” to było pierwsze moje „szkolenie” z tak silną energią. Po nim, dosłownie włączyła mi się świadomość. Wcześniej sama przychodziła, lub doświadczałam jej w medytacji, po Monachium jest ze mną nieprzerwanie, cały czas czuję się połączona ze świadomością. Po wydarzeniach w Monachium zapisałam się na kolejny „kurs” na Hawajach. Z całą miłością do siebie, siedząc przed komputerem poczułam, że to jest absolutnie wydarzenie stworzone dla mnie. Dosłownie wciągnęło mnie swoją energią. Zapisałam się i poczułam się wspaniale. Okazało się, że żeby przybyć na Hawaje i podjąć rozmowy z grupą 30 osób, które tak jak ja zostały wciągnięte, muszę zrobić jeszcze jeden podstawowy kurs, na którym nauczę się jak nie oddawać i jak nie zabierać ludziom energii.

Jestem pionierem, zawsze wyznaczam swoje ścieżki samopoznania. Jestem piratem, nigdy nie chodzę na ugody z innymi, jeśli nie są zgodne ze mną. I tym razem nie chciałam się zapisywać na żadne kursy, bo wiedziałam, że do wszystkiego mogę dojść sama. Jeśli jednak tak się zdarzyło, że świat zapisał mnie na kurs, bez mojej wiedzy*, przyzwoliłam na to, co do mnie przyszło, tyle, że na swoich warunkach. Zamiast robić kurs w Polsce lub online, zdecydowałam się na pojechanie do przepięknej Toskanii, pić wino, jeść najlepsze sery, najlepsze winogrona i przegryzać je najsmaczniejszą bagietką jaką kiedykolwiek jadłam. To był wspaniały wybór i zgodny z moimi pragnieniami lecz co najważniejsze zgodny z moim przeznaczeniem.

Hawaje i Toskania, jedno nie istniało bez drugiego. Te dwie wyprawy, choć całkiem inne, były ze sobą ściśle połączone. Oddziaływały na siebie, tworząc coś ogromnego, z wielką dozą energii. I kiedy tak przychodziło do mnie rozumienie, jak wielkie szykują się spotkania z innymi mistrzami i z samą sobą, przypomniały mi się żaby. Dosłownie spłynęły na mnie obrazy z tamtego dnia, bardzo wyraźne, z płynącym z nich zrozumieniem, gdzie jestem teraz i co się dzieje. Dwie połączone ze sobą żaby, drugi i trzeci etap mojego otwarcia się, moich wielkich przeobrażeń, mojego oświecenia, mojej drogi.

Z wszystkich żab zostały już tylko Hawaje i jestem niezmiernie ciekawa jak to wpłynie na moje życie, czuję i przyzwalam na wszystko. Jestem świadoma mojej drogi do stanu ciągłej otwartości, ciągłej świadomości, ciągłej kreacji w TU i TERAZ z miłością do siebie. Z radością i przyjemnością idę dalej w drodze do mojego oświecenia, lecę na Hawaje.

I tak to jest.
AN

* gwiazdka jest podkreśleniem, że choć niektóre rzeczy w naszym świecie wydają się nieświadome, przypadkowe, czy stworzone przez świat, to mistrz wie, że jest to zawsze jego i tylko jego kreacja. Bowiem to my kreujemy naszą rzeczywistość, to wszystko co się dzieje w naszym życiu to MY. Pamiętanie o tym wzbogaca nas i otwiera na lepsze rozumienie i wchodzenie w głąb samego siebie.