Dziecinnie nie proste!

Ujrzałem ostatnio swoje wewnętrzne dziecko i widzę je teraz w każdym człowieku.
Nigdy nie rozumiałem tego konceptu „wewnętrznego dziecka”, bo przecież jestem „dorosły” i poważny, więc jak mogę być dzieckiem. Mój umysł kompletnie to wyparł.
Najbardziej traumatycznym przeżyciem jest przyjście na ziemie.
Urodzenie się w tej ograniczonej rzeczywistości. Głębokie poczucie strachu, lęku, zagubienia, szukania drogi do wyjścia, czy dobrze się zrobiło i czy się stąd w ogóle wydostaniemy. Czy ktoś nam pomoże? Ciągłe poszukiwanie siebie, drogi do wyjścia z tej ograniczonej rzeczywistości, ludzkiego życia. Głęboko wiemy, że jesteśmy czymś więcej, ale nie widzimy tego. Powoduje to ogromny dyskomfort, niepewność, brak kontroli i zaufania sobie.
Tak zachowuje się przestraszone, zlęknione dziecko.
Jak te dziecko zrozumie, że jest zlęknione i jest to niepotrzebne, zaufa swojej głębi, swojemu wiedzeniu, które zawsze go prowadziło to uspokaja się i zasypia. Ufa, przyzwala i niczego już nie oczekuje.
Dziecko jak już się nie boi, zaczyna marzyć, radować się, odczuwać pasje i chęć tworzenia, czuje prawdziwe życie, które przepływa w każdej chwili.
Dorosły człowiek dalej jest też dzieckiem, tylko, że schowany pod przykrywką ego, masowej świadomości i często nieświadomy już tego, że jest również dzieckiem…. bo przecież jest dorosły, więc jak może być dzieckiem!
Dzieci wspaniale przypominają nam, kim my jesteśmy pierwotnie pod tą całą twardą skorupą dorosłości.
Skoro nie ma się czego bać, nie ma przed kim uciekać, to nic tylko się bawić i odczuwać radość życia, radość dzieka!


Hubert

Dodaj komentarz