Przepływ Energii

JA Jestem centrum stworzenia
Wszystko przepływa przeze mnie

TO JA przyciągam energię
JESTEM w mojej świątyni
Moja świątynia jest odłączona od wpływów masowej świadomości
To moja bezpieczna przestrzeń, mój prawdziwy dom i moje energie

Kiedy mam problemy, po prostu pozwalam energii płynąć i ona sama się harmonizuje
Świadomość czegoś daje przepływ energii
Gdzie jest świadomość, tam jest życie
Gdzie jest życie, tam jest przepływ energii

„Problemy” to nic innego jak blokady energii, które stworzył umysł, który nie widzi innych rozwiązań niż te, które znał do tej pory.

Pozwól odejść wszystkiemu, co ci nie służy, nie myśl o rozwiązaniach problemów.
Niech to wszystko odejdzie na dobre. Pozwól sobie być „pustym”.
Jeśli to zrobisz, odblokujesz energię.
Nie martw się o utratę wszystkiego. Wszystko, czego potrzebujesz, wróci do Ciebie w dużo lepszej formie.
Bycie „pustym” robi przestrzeń dla nowych rzeczy. Nie możesz mieć trochę „starego” i trochę „nowego”.
Musisz pozwolić odejść wszystkiemu i otworzyć się na całkowicie nowe potencjały. Na rzeczy lepsze niż jesteś sobie w stanie wyobrazić.

Wątpliwości, obawy, brak zaufania, zatrzymuje przepływ.
Czasami umysł może być zdezorientowany, ponieważ nie rozumie przepływu energii i jej działania.

W Przepływie energii życie jest naturalne i bezwysiłkowe.
Kiedy próbujesz nadmiernie rozwiązać jakiś problem swoim umysłem to zatrzymuje to naturalny przepływ energii.
Bądź świadomy, rozszerz swoją świadomość na problem, który chcesz rozwiązać i pozwól energii płynąć ponownie.

Człowiek jest pokryty warstwami masowej świadomości, wątpliwościami, lękami, programowaniem i hipnozą.
To zatrzymuje życie, przepływ energii.
Kiedy otwieramy się coraz bardziej, czujemy coraz więcej, to może to być dla nas przytłaczające.
Możemy z łatwością zostać wciągnięci w energie innych lub gry naszych aspektów.
Więc jeśli nie jesteśmy współczujący dla siebie, dla innych i dla wszystkiego, co odczuwamy
to możemy cierpieć jeszcze bardziej niż ludzie całkowicie nieświadomi, zamknięci i nieczujący.
To często powoduje nasze zamknięcie na czuciowość i pozazmysłowość ponieważ nie chcemy cierpieć i widzieć zbyt wiele.

Tak więc, przyjmując rzeczy takimi, jakie są, bez oceniania, patrzenie na rzeczy z neutralnością daje przepływ energii i nie blokuje jej.

Bądźcie w centrum, bądźcie świadomi, bądźcie współczujący i pozwólcie energii płynąć i służyć wam, bez oczekiwań.
Niech energia sama się równoważy, nie kontrolujcie jej ani nie manipulujcie ją.

To takie proste i takie piękne żyć w przepływie!

Jesteśmy wszystkim i wszystkimi

Ludzie zbyt mało uwagi poświęcają świętej prawdzie, że wszystko ma odzwierciedlenie w świecie duchowym.

Niesamowitym odkryciem było dla mnie dostrzeżenie świadomością, że wszystko jest połączone i kiedy mówię wszystko, to mam na myśli dosłownie wszystko.

Każdy z nas żyje w pewnym polu stałej energii, dotyka tych samych rzeczy, jeździ tym samym samochodem, ubiera się kilka razy w te same ubrania, ma ulubione przedmioty. Wszystko to co z nami współgra, tworzy nasz energetyczny obraz. Dosłownie rzecz ujmując, jeśli jedziemy umyć swój samochód do myjni, lub pierzemy górę brudnego prania, które zalegało nam w łazience, to robimy to także dla siebie, oczyszczamy się ze zbędnych śmieci codzienności, oczyszczamy naszą energię, dajemy sobie czystą kartkę na nowe pomysły, nowe doświadczenia.

Wiele razy kiedy miałam zablokowaną energię, automatycznie zaczynałam sprzątać. Wpadałam w trans czyszczenia, moje myśli gdzieś odlatywały i z każdym kolejnym posprzątanym pomieszczeniem czułam przestrzeń, jaką zrobiłam dla siebie. Szczególnie uważnie dostrzegałam to w największych zmianach w moim życiu. Zanim otworzyłam się w pełni na miłość do samej siebie, najpierw (podświadomie) zajęłam się myciem najbrudniejszej szafki w łazience. Była ona ukryta dla gości i kleiła się od różnych kosmetyków, a tych klejących pozostałości nie dało się zmyć zwykłym płynem do czyszczenia. Musiałam użyć rozpuszczalnika i pierwszy raz od czasu zamieszkania w nowym mieszkaniu, porządnie i prawdziwie wyczyściłam tą sekretną brudną szafkę. Po tym zdarzeniu energia dosłownie wypłynęła, a wraz z jej ruchem i otwarciem się na siebie przyszła miłość.

Ta sama prawda obowiązuje w relacjach międzyludzkich. Kiedy czujemy, że ktoś nam bardzo przeszkadza w towarzystwie, reprezentuje on to, z czym jeszcze mamy w SOBIE problem. Nie jest on naszym wrogiem, choć możemy trwać w tej iluzji dość długo, jest tylko reprezentantem NAS samych. Uwierzcie, że osoba zharmonizowana nie ma problemów z otaczającym ją światem i nikt jej nie denerwuje i to nie dlatego, że umie świetnie medytować, tylko dlatego, że wszystkie swoje lęki i nerwy przerobiła już wcześniej, dostrzegając tą reprezentacje siebie w innych ludziach. Mówi się, że ludzie są dla siebie lustrami, ale mało kto dostrzega, jak głęboko ten proces w nas zachodzi.

Ja już wiem, że kiedykolwiek i cokolwiek mnie wyprowadzi z równowagi, to jest to, co jeszcze we mnie siedzi. Nie można wtedy mieć do nikogo żalu o to co nam zrobił, bo Mistrz wie, że to bujdy na resorach naszego umysłu. Wszystko jest NAMI. Na szczęście, kiedy raz przerobi się dogłębnie jedną rzecz z którą ma się problem, to irytacja znika i ludzie, którzy kiedyś byli drażniący, albo znikają z życia na zawsze, albo twój rozwój zmienia cię na tyle, że przestają oni w jakikolwiek sposób cię dotykać, denerwować, wpływać na ciebie. Te zmiany są realne i można je zauważyć na najmniejszych nawet przykładach, a poźniej przełożyć je na wszystkie nasze relacje.

Kiedy raz dostrzeżemy tą dynamikę energii, będziemy mogli globalnie już później dostrzegać wszystko co się z nami dzieje w innych ludziach i w przestrzeni, która jest w okół nas. Zobaczymy na nasz porządek w domu, ilość rzeczy, które iluzorycznie są nam potrzebne w mieszkaniu, zobaczymy nasze przedmioty codziennego użytku, nasze przyjaźnie, miłości i nienawiści. Wszystko to pokaże nam na nowo obraz samego siebie w teraz.

To połączenie świadomości sprawia, że możemy czytać siebie i innych. Dosłownie, kiedy człowiek prawdziwie się na to otworzy, może poczuć drugą osobę, jej energię i zczytać ją, tak jak się widzi obraz z legendą w muzeum. To samo dotyczy wszystkich rzeczy, zwierząt, roślin. Jesteśmy połączeni wielką siatką energii, wszyscy działamy w ziemskim polu energetycznym i każdy z nas dokłada swoje. To dlatego na taką wielką skalę ludzie żyją w zbiorowej świadomości, mają podobne lęki, robią podobne rzeczy, a zwłaszcza w obszarze jednego kraju. Uczeni mówią o tym kultura, ale według mnie jest to energia jednej przestrzeni w której określeni ludzie wchodzą ze sobą w energetyczne korelacje z wyboru. Kiedy odłączamy się od zbiorowej świadomości, nie ma tożsamości narodowej, nie ma porównywania się z innymi krajami, człowiek odłącza stare i czuje się wielkim indywidualistą, wszystko robi po swojemu i z czucia, bez konieczności trwania w starej świadomości, do której był podpięty od dzieciństwa. Nie myśli już o sobie jak Polak, Anglik czy Niemiec, jest obywatelem świata.

Nie myślcie, że ta siatka energii w czymkolwiek nas więzi, ona daje tylko prawdziwy obraz świata, obraz z czucia, którego nie da się oszukać. Każdy z nas jest wolny i może robić wszystko. Każdy z nas jest energią i działa z energiami, nawet jeśli tego nie dostrzega. Warto więc włączyć na to uważność i dostrzec swoją energetyczną przestrzeń, która odbija się we wszystkim z czym mamy do czynienia. W każdym człowieku i każdej rzeczy. W wyglądzie naszego pokoju, domu i podwórka. W nowych budowlach na naszej dzielnicy i w starych problemach, które pukają do naszych drzwi. To wszystko, absolutnie wszystko co nas dotyka jest odzwierciedleniem NAS.

I jest to niesamowite.

*AN

Miłość do Siebie

 

Nic tak nie przybliża nas do samorealizacji i szczęścia jak miłość do samego siebie.

Niesamowita zamiana świadomości następuje, kiedy zaczynamy być Panem samego siebie. Porzucamy iluzję w której trwaliśmy całe życie, która mówiła że coś z zewnątrz jest nam potrzebne do szczęścia. Bo to nie jest prawda. Porzucamy iluzję, że ktoś nam coś zrobił, skrzywdził nas lub nadal krzywdzi i dlatego nie możemy być szczęśliwi. To nie jest prawda. Tak jest po prosu łatwiej, łatwiej obwiniać innych, niż wziąć odpowiedzialność za swoje kreacje. Łatwiej skarżyć się na los, żeby ktoś zwrócił na nas uwagę i dostrzegł nas przez chwilę w cierpieniu. Dał nam trochę energii. Jednak to bardzo ulotne.
Chcemy miłości, chcemy pieniędzy, wolności, podziwu, a tak naprawdę nigdy tego nie dostaniemy w pełni, jeśli nie pokochamy samego siebie. Kiedy uda się to człowiekowi osiągnąć, wszystko inne przychodzi do niego jak przyciągane magnesem, bo czuje się tego godny. Tak działa nowa energia.

 

Jak to się przejawiło w moim życiu

Najpierw zrozumiałam pełnię wszystkiego co mnie w życiu spotkało. Dostrzegłam dynamikę energii, która przejawiała się wtedy „złymi’ doświadczeniami. Zrozumiałam, że na wszystko sama pozwoliłam, wszystko sama wybrałam i moi najwięksi wrogowie okazali największą miłość do mnie, żeby dać mi niezwykłe intensywne lekcje siebie samej. Oni to zrobili z miłości, tak dogadaliśmy się zanim jeszcze moja dusza wcieliła się na ziemi. To było piękne poświęcenie pełne godności i miłości. To była nauka dla każdego z nas. Kiedy to zrozumiałam, przestałam widzieć dobro i zło. Od tego momentu wszystko co przychodziło do mojego życia było dobre, było moją i tylko moją kreacją, było zgodnie z największą prawdą budzącej się świadomości – że wszystko jest dobre w całym stworzeniu.

Kiedy uświadomiłam sobie, że mężczyzna i miłość, na którą się czeka to tylko iluzja, znowu wszystko w moim życiu się zmieniło. Cały świat stanął na głowie. Zakochałam się. Zakochałam się w sobie, zostawiając wszystko inne za sobą, poczułam się tak jak zawsze, gdy doświadczałam wielkiej miłości. Motyle w brzuchu, ogromna ilość energii, wrażenie że mogę zrobić, czy osiągnąć wszystko, bez ograniczeń. Czułam ogromną radość z przebywania tylko ze sobą i radość z robienia tego co lubię robić – ze śpiewania, tańczenia, malowania, jedzenia, tworzenia. Zaczęłam z zachwytem patrzeć w lustro, rozpieszczać siebie, kupować sobie prezenty. Ach!

Kiedyś myślałam, że ten etap mam już dawno za sobą,  etap miłości do siebie. Zawsze akceptowałam swoją niewiedzę, nawet jeśli wychodziłam na śmieszną, nigdy nie bałam się  pytać. Nigdy nie goniłam za modą, nie udawałam lepszej niż jestem, rzadko kłamałam. Jednak nie widziałam się w wielkich projektach, całkowita transparentność mnie przerażała, jak powiedzieć obcej osobie, że jest się mistrzem, że czuje się energie itd. Teraz zupełnie nie mam z tym problemu. Teraz kocham siebie bezwarunkowo. To jest piękne.

Każdy z nas jest pięknem. Ważne żeby nie szukać go wiecznie na zewnątrz, tylko dostrzec go w środku siebie i z siebie promieniować na wszystko co się dzieje wokół.

 

Jak pokochać Siebie

Aby zgłębić miłość do siebie nie szukajmy w tym co nas rozświetla i w tym co nas cieszy, bo słońce zawsze odbija światło i tworzy krajobrazy z wszystkiego co napotka na swojej drodze, szukajmy w ciemności, tam gdzie nie ma nic poza czernią, tam gdzie nie istnieje już nic poza prawdą. W ciemną noc, kiedy nie ma słońca, świeci tylko to co prawdziwe, cała reszta znika i nie istnieje.

Szukajcie swojej miłości w ciemności, tam ukryte są prawdziwe skarby, dla waszej duszy. Szukajcie miłości w nienawiści, w lękach, rozkładajcie je na czynniki pierwsze i dostrzegajcie prawdziwą istotę wszystkiego, pamiętając, że to wszystko jesteście WY. Szukajcie swojej miłości w krzywdach, które wam się przytrafiły i rozwijajcie te historie jak dywan, żeby dojść do samego końca i zrozumieć, że cały ten karmazynowy dywan to była wasza droga do swojej miłości. Kiedy rozwiniecie swoje wszystkie ciemności, kiedy zrozumiecie ich prawdziwą pierwotną przyczynę, wszystko zniknie i zostanie wam już tylko miłość. Nieznęcona przeszłością, ani przyszłością.

Miłość nie ocenia, nie można jej zgasić, nie jest zazdrosna, nie da się jej zasmucić, czy umniejszyć. Często mówiłam „kocham” w moim życiu, ale dopiero kiedy naprawdę pokochałam siebie, zrozumiałam to słowo w pełni i energię jaką niesie.

Kiedy dostrzeżemy, że wszystko co się wydarzyło w naszym życiu to byliśmy MY, nikogo się nie oskarża, akceptuje się swoją kreację i idzie się dalej. Z miłością.

 

Miłość to otwarcie

Kiedy kochamy samego siebie, następuje niesamowite otwarcie na swoje potencjały. Wszystkie nasze talenty wychodzą nagle na powierzchnię i widzimy siebie na nowo, wielowymiarowo, widząc swoje potencjały na horyzoncie. To jest piękne.

Wszystko co tworzymy jest wspaniałe dla nas i nas zachwyca, a kiedy energia zachwytu pojawia się przy kreacji, zachwyca automatycznie innych. Bez żadnych starań, bez reklamy, po prostu ludzie to czują. Czują miłość. Po to przyszli na ten świat i to ich przyciąga. Każdy chce miłości i wolności bez wyjątku. Wystarczy ją sobie dać i trwać w niej. Później dzieją się cuda wianki.

AN

* ilustracją do artykułu jest obraz Huberta Lasockiego, obraz Miłości *

Godność

Wraz z napływem świadomości pojawia się godność. Słowo trochę zakurzone, mało używane we współczesnym świecie, które idealnie odwzorowuje stan w jakim teraz jestem. Godność bycia tym kim się jest i płynąca z tego energia.

Kiedy łapie nas przeszłość i przyszłość, jesteśmy dla umysłu tylko małym człowieczkiem, mrówką, która nic nie może. Kiedy patrzymy na tę samą mrówkę przez pryzmat świadomości, każdy człowiek staje się kwiatem, unikalnym i rozwiniętym, pełnym kolorów. Każdy doświadcza swojej kreacji w pełni i nie ważne dla świadomości, czy robi to cierpiąc czy ciesząc się z życia. Każdy jest tak samo piękny, doskonały i dobry, robiąc wszystko tak jak robi. To jego wolność, jego droga i każda z nich jest tak samo godna.

Nie ma znaczenia czy ktoś jest oprawcą, czy jest ofiarą, bo tak naprawdę, każdy oprawca potrzebuje ofiary, a każda ofiara oprawcy. Nie ma lepszych i gorszych w tej grze. Razem tworzą doskonałą przeciwwagę i jeśli tylko naprawdę w głębi duszy poczują, że już im to nie służy, mogą wyjść z tej gry i stanąć gdzieś obok. Uwolnić się, ale tylko wtedy gdy tak wybiorą. Stają się Panem swojego życia. Przestają obwiniać innych. Biorą pełną odpowiedzialność za siebie.

Instynkt człowieka w zbiorowej świadomości.

Większość z nas ciągle odgrywa te stare schematy, raz jesteśmy oprawcami, raz ofiarami i tak w kółko, w nieskończoność. Uwielbiamy obwiniać samych siebie i innych. Odbieramy rany, wylizujemy się z nich, atakujemy innych, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy, nawet jeśli wydaje nam się, że robimy to z miłości – to i tak jest to ciągle ta sama gra – gra ofiary i oprawcy, na którą się codziennie zgadzamy.

Uświadamiając sobie to, bierzemy w końcu odpowiedzialność za swoje życie. Sami ustalamy dla siebie, czy chcemy grać, czy nie chcemy. Wtedy, całkowicie zmienia się rzeczywistość. Nie tylko w teraz i w przyszłości, ale przede wszystkim w przeszłości. Wszystkie nasze ckliwe historie przestają być czyjąś winą. Teraz już wiemy, że to była tylko dynamika energii, która miała się dla nas przejawić, żeby nas czegoś nauczyć, żebyśmy zrozumieli, jak to było być ofiarą i jak to było być oprawcą. Każdy z nas sam to dla siebie wybrał i NIKT NIE JEST WINNY.

Najbardziej zaskakującą cechą mistrzów jest lekkość bycia. Lekkość wszystkich historii, które przejawiły się w ich życiu i przejawiają w życiu innych ludzi. Mistrzowie nie płaczą z rozpaczy, bo świadomość, nie pozwala im obwiniać, ani innych, ani siebie. Wszystkie historie stają się obrazkami z filmu, można się z nich śmiać, bez lęku o swoją przyszłość i przyszłość innych. Rozumiecie jak wielkie to jest? Świat bez winnych. Życie w niesamowitej lekkości bytu, który zamiast ściągać cię w dół, ciągle utrzymuje cię w stanie TU i TERAZ. Mistrz widzi więcej, czuje więcej, a jednocześnie go to nie przytłacza, jest wolny od osądów, bo wie, jak każdy potrzebuje każdego, kto się przejawia w jego życiu.

Kiedy to się dzieje, kiedy przestajemy obwiniać, pojawia się niesamowita głębia we wszystkich naszych poczynaniach. Widzimy we wszystkim mądrość i wielkość. Z tego spływa na nas nasza niekończąca się godność, która jest bardzo zauważalna. Godność bycia sobą, we wszystkich przejawach siebie, jako mistrz i jako człowiek. Godność z przyjścia na ziemię i odegrania tych wszystkich ról z przeszłości. Godność sięgająca daleko i w każdą stronę bycia.

Prawdziwa godność z bycia mistrzem.

AN

Strach przed samym sobą

Przez długi okres mojego życia bałem się być sobą! Bałem się swojej mądrości… Całe życie starałem się być miły dla innych i umniejszałem siebie, żeby pasować do społeczeństwa. Bałem się być sobą, bo bałem się, że będę nieakceptowany. Brak akceptacji oznaczał brak miłości do siebie. Szukałem miłości do siebie na zewnątrz – potwierdzeń. Jak pasowałem do społeczeństwa to znaczy, że inni mnie akceptują i mogę siebie pokochać. Jeżeli moje myślenie, mądrość, wiedza wykraczała poza granice przeciętnego człowieka to udawałem głupka, robiłem śmieszne rzeczy, tylko po to, żeby się ukryć. Moje poczucie humoru i wesołość była przykrywką przed ukazaniem siebie w całości, w byciu transparentnym. Jak uświadomiłem sobie, że to co trzymam w sobię to mój największy skarb, diament, unikalność, którą mogę się dzielić z innymi i że nie potrzebuję niczyjej akceptacji z zewnątrz. I to że mogę kochać siebie bezwarunkowo, to że nie potrzebuję żadnych potwierdzeń z zewnętrznego świata, od innych ludzi. Wtedy ujrzałem swoją wspaniałość, wielkość, godność, poczucie własnej wartości.

Zobaczyłem również te same piękno w innych ludziach i w pełni ich zaakcpetowałem takimi jakimi są, bez osądzania. Bez porównywania ich do siebie i to, że są dokładnie tam gdzie powinni być. Nie chcę ich już zmieniać. Czułem wielką miłość, wdzięczność do wszystkich ludzi, głęboką radość i lekkość istnienia.